
NEWS
ZACIERALIA 2017, czyli park, rower i wiewiórki
Kończy się styczeń dopiero co zainaugurowanego roku 2017. Na początku - wydarzenia ważne; 13-14 stycznia X edycja Zacieraliów, Festiwalu Twórczości Nieograniczonej. Festiwal jak zwykle udany, tłumnie nawiedzony przez publiczność. 13 w piątek grał Zacier + Z Całym Szacunkiem Dzika Świnia, skład, który nagrał płytę Podróże w Czasie, czyli Park Rower i Wiewiórki. Zagraliśmy 14 piosenek z nowej, nieznanej jeszcze publiczności płyty, gdyż 13.01 wypadła również premiera krążka. Wyzwanie duże, a pełna sala musiała wziąć na barki całkiem nowy materiał, nie zagraliśmy bowiem żadnej „klasycznej” piosenki zacierowej. Mimo to publiczność życzliwie przyjęła nowy materiał. Drugiego dnia grał konwencjonalny Zacier z Dr Yry na basie. Yry jak zwykle brał czynny udział również w innych wydarzeniach muzycznych; pierwszego dnia odbył się benefis 40-lecia pracy twórczej Romana Malika z udziałem gości, do których grona i ja zostałem honorowo powołany i wykonałem z Romanem i Maksem Milą 4 dni. Podarowałem jubilatowi ogórki konserwowe na pamiątkę wspólnie spędzonych chwil. Pierwszego dnia gwiazdą wieczoru była grupa Pieseek, która grała na końcu, jako 9 kapela i to wcale nie do pustej sali. Grałem z nimi na bębnach Mrufki w kilku piosenkach i nawet mnie nie wyrzucili. Drugiego dnia Yry wyprowadził na scenę El Dupa Unkaziked, lecz zgodnie z tradycją, po kilku próbach „wproszenia” się przez Kazika, został on łaskawie dopuszczony do wspólnego muzykowania. Oczywiście na koniec Yry godnie reprezentował joint venture o nazwie Płonąca Pyta Nerona, w której zagrał też, jak przed 9 laty, sam mistrz Kazik. Zasłużył on na szczególne wyróżnienie, gdyż karnie i kornie wytrzymał do samego końca, w ogóle nie spożywając darów bożych, będąc jednocześnie w ogniu krzyżowym imprezującej na zapleczu Progresji bardzo licznej czeredy muzyków i ich ziomów. Kazik udzielał się jednak przede wszystkim dnia pierwszego, odśpiewał i odegrał bogaty repertuar w kapeli Zdunka, potem stanął przed mikrofonem w Zuch Kazik, występ był wzbogacony o dwie nowe piosenki (Walentyna, Myśmy są wojsko), a koncert ozdobił, podobnie jak w roku poprzednim, Chór Żeński Mieszany. Pierwszego dnia, przed występem GKS, Niebieski Robi Kreski i Jakub Gliński, nieco już strudzeni, przy akompaniamencie kilku muzyków, namalowali naprędce obraz oblewając gigantyczny blejtram na scenie litrami farby, na szczęście akrylowej. Szeroki margines ich pracy twórczej objawiający się kałużami farby na deskach sceny, upapraniem wzmacniaczy i statywów, najbliżej stojących artystów i gości, nieodwracalnym oznakowaniem ubrań (legendarnie upiększona kurtka Kuby Sojki, który bębnił w nowej grupie Kasi i Wojtka Mikstura na Robale), niemal przyczyniła się do przedwczesnego zakończenia pierwszego wieczoru. Na szczęście Kuba Sienkiewicz z GKS nie dali za wygraną i dzielnie odczekali aż scena zostanie prowizorycznie oczyszczona, po czym stąpając w barwnych plamach dali koncert jak zwykle wysokich lotów, a dodać trzeba, że dnia następnego dosłownie lecieli do Londynu na finał WOŚP. Gwiazdą drugiego wieczoru był Olaf, którego najnowsza formacja Cyrk Deriglasoff debiutowała na scenie Progresji. Koncert zaczął się od pochodu kapeli od bram sali na scenę, dodam też, że Flipper i Amoniak, przebrani za bielanki, obsypywali orszak chipsami. Olaf jak zwykle mocnym ciosem trafił w serca publiczności. Rewelacją pierwszego dnia był dwuosobowy LXMP. Macio Moretti za skromnym, niedbałym zestawem bębnów, jedną ręką obsługujący syntezator Korga oraz towarzyszący mu na kilku klasycznych analogach wirtuoz Piotr Zabrodzki dokonali zachwycającego gwałtu na umysłach i duszach nie tylko obecnych muzyków, ale również publiczności. Muzyka nie z tego świata, łamiąca schematy i przekraczająca granice, perfekcyjna do bólu, cholernie trudna, jednocześnie żywiołowa i drapieżna. Radości Zacieraliów dopełnili Dr Hackenbush (ponoć zjarali dywan w hotelu Colibra), Pytong, zespół Dodna ze Szczecina, Lej mi Pół, Bzyk ze Sztajemką i Jan Niezbędny z głową pełną rymów i pomysłów, z pokaźnym zespołem i gibką tancerką, optycznym alter ego frontmana. Wspomniana Mikstura na Robale dała bardzo dobry koncert jako otwieracz w sobotę. Świetna forma i energia, o dziwo przy całkiem przyzwoitej publice jak na 17:30. Koncerty trwały do mniej więcej 3:00, impreza była przednia, parę osób ucierpiało na ciele i umyśle, ktoś tam się zgubił, ktoś wybił szybę w kiblu. Z zarobionych pieniędzy do muzyków trafiło skromne 40%, tak wielka jest machina obsługująca Zacieralia. Jak zwykle tylko spora frekwencja umożliwiła względną rentowność imprezy. Konferansjerkę zapewnili SMKKPM w piątek i Łyżka Czyli Chilli w sobotę, nie było filmów, a dla planowanych, krótkich prezentacji zabrakło rzutnika na wyposażeniu klubu. Podsumowując, Zacieralia 2017 uważam za udane artystycznie i frekwencyjnie. Dziękuję wszystkim uczestnikom tego wiekopomnego wydarzenia. Z nadzieją oczekuję edycji XI.
Co do wspomnianej premiery płyty, pierwotnie miała się odbyć jeszcze w roku 2016, ale z różnych przyczyn została przełożona na piątek, 13-tego, pierwszy dzień Zacieraliów. W planie - podpisywanie płyty i nakręcenie klipu do Umywalki. Praca nad płytą był rozłożona w czasie, gdyż pierwszych nagrań dokonaliśmy w rodzącym się Jabcok Studio w maju 2016. W nagraniach uczestniczyło 7 osób, nagrywaliśmy sprawnie, ale z przerwami, niemal do końca 2016r. Kajtek Aroń i Wojtek Jabłoński dbali o część techniczną, ale też o zachowanie wiarygodności i duszy zespołu, który, tak naprawdę, nie istnieje. Piosenki były osnute wokół nagranych przeze mnie klawiszy i wokalu – każdy muzyk dokładał swoje ścieżki. Nie chcę powtarzać informacji umieszczonych w książeczce dołączonej do płyty, podkreślę jednak, że z albumu jestem bardzo zadowolony, niezależnie od tego, jak poszczególnym osobom może być trudno pogodzić się z nowym, poważniejszym wizerunkiem Zacieru. Czy jest to Zacier? Oczywiście. Zacier to ja, więc cokolwiek czynię, czynię w imię zacieryzmu, a naturalna ewolucja jest konieczną częścią rozwoju artystycznego, któremu, dodam z zadowoleniem, niewątpliwie ulegam. Płyta może być trudna w odbiorze, wydaje mi się, że powinno się ją posłuchać co najmniej kilka razy i dopiero wtedy odkryje ona swoją głębię i magię. Wiele moich piosenek oscyluje na granicy ledwo czytelnej kpiny i całkowitej powagi, podobnie jak ja żyję i funkcjonuję będąc jednocześnie nieokiełznanym artystą i doświadczonym lekarzem, a wspólnym mianownikiem obu sfer jest serce, dusza i filozofia życiowa. Po raz pierwszy wszystkie piosenki pochodzą z okresu kilkunastu miesięcy, są więc spójne czasowo i odpowiadają mojej kondycji i uśrednionemu nastrojowi roku 2016. Fakt, że mogę dalej nagrywać premierowe piosenki, i w dodatku jest to najlepszy materiał jaki udało mi się zgromadzić na płycie kiedykolwiek, cieszy mnie niezmiernie i dowodzi tego, że czas nie przebiega liniowo. Żadna piosenka na tej płycie nie jest wypełniaczem, każda spełnia ważną rolę i odkrywa inny zakamarek duszy. Zresztą wystarczy posłuchać samemu. Na okładkę trafił mój autoportret, który namalowałem 25 października na podstawie selfie z komórki. Malowałem farbami olejnymi z Jysk niecałą godzinę, rezultat uznałem za bardzo zadowalający, szczególnie, że nie malowałem już ponad 20 lat, a i wtedy popełniłem zaledwie kilkanaście obrazów niezbyt udanych. Portret ten trafnie podsumowuje płytę, jest ona bowiem bardzo osobista.
W roku ubiegłym była trasa akustyczna z Kultem, na której poruszałem się czołgiem scenicznym, w roku 2017 też odbędzie się podobna trasa, goście zaśpiewają inne piosenki. Przygotowania już trwają. Poza tym w 2016 odbyliśmy kilka koncertów wraz z Bzykiem i Sztajemką, które niestety nie były (może poza Warszawą) specjalnym sukcesem frekwencyjnym. Reasumując, rok 2016 był rokiem dobrym, pozwolił skupić się na nowych piosenkach, którymi mnie los obdarzył. W lutowym Teraz Rocku jest wywiad ze mną i Mrufką, przychylna recenzja płyty, jest też piękna relacja z Zacieraliów. Ja tymczasem doleczam zapalenie oskrzeli z przeraźliwie i beznadziejnie uporczywym kaszlem, który uniemożliwia mi sen w nocy, zrywa się napadowo i trwa aż do porzygu. Cieszę się, że infekcja która rozpoczęła się na początku nowego roku, dała mi wolne na Zacieralia, gdzie trochę piałem, ale radę dałem. Z pokorą zatem przyjąłem fakt nawrotu infekcji po Zacieraliach i mam tylko nadzieję, że odpuści do pierwszego koncertu Kult Akustik, który ma się odbyć 4 lutego w Krakowie. Rok 2017 uważam za oficjalnie zainaugurowany.
Zbliża się uroczysty czas kolejnych Zacieraliów. W dniach 13 i 14 stycznia 2017 roku w warszawskiej Progresji, przy ulicy Fort Wola 22, odbędzie się dziesiąta edycja tego unikalnego w skali światowej i regionalnej wydarzenia artystycznego. I znów przyjdzie nam się spotkać w gronie przyjaciół i łobuzów z muzycznego podwórka, aby współtworzyć niezapomniane dźwięki ku zdumieniu i radości własnej i wiernych gości, którzy od lat tłumnie stawiają się na to niezwykłe święto twórczości alternatywnej i nietuzinkowej. Realia naszej działalności przez tę dekadę zmieniły się znacznie. Festiwal ewoluował, stał się rozpoznawalną marką, publiczność urosła, na szczęście nie dorosła, przybyło nowej, my trochę zmężnieliśmy, nasze szeregi nie przerzedziły się, a wręcz przeciwnie, chociaż włosy może właśnie odwrotnie. Zaczynaliśmy przygodę w kilka podwórkowych zespołów, które na małej scenie starej Progresji na Bemowie zaklinały już dość wówczas liczną i osłupiałą gromadkę żądnych wrażeń amatorów sztuki awangardowej i absurdalnej. Po kilku edycjach, przewrotnie nazwanych przez mnie Wieczorami Twórczości Żenującej, impreza przeniosła się najpierw na dużą scenę, potem stała się festiwalem dwudniowym. Kilka lat temu sama Progresja przeprowadziła się bliżej centrum miasta, do lepszego lokum i awansowała do grona najważniejszych klubów stolicy.
Nasz gospodarz Prezes Marek Laskowski zwykł rezerwować na rzecz Zacieraliów jeden z pierwszych weekendów Nowego Roku już w sierpniu i właściwie od wtedy trwają przygotowania. Zgłasza się wiele zespołów z całej Polski, co roku gra kilka kapel nowych, jednak w pierwszym rzędzie Zacieralia zarezerwowane są dla przyjaciół króliczka i służą pielęgnowaniu więzów „rodzinnych”, które łączą główne filary ludzkie tego przedsięwzięcia. Jak na rodzinną imprezę przystało, wszystko organizujemy własnymi rękami, nieskromnie dodam, ze są to głównie ręce moje, ale też Mrufki, który dorastał w blasku Zacieraliów oraz Dr Yrego, który na Zacieraliach grał w największej liczbie zespołów. Oczywiście koniecznym elementem jest dobra wola, entuzjazm i zaangażowanie Ludzi Progresji z Prezesem na czele. Współpraca z zespołami odbywa się również na zasadzie dobrosąsiedzkiej, gdyż impreza z założenia nie ma sponsorów i finansuje się z biletów. Jest więc zależna od frekwencji i bez widowni padnie.
Festiwal już dawno przestał być żenujący, jeżeli kiedykolwiek takim się jawił. Ten epitet zastosowałem przed laty, aby podkreślić nieprzewidywalność artystyczną i nieograniczoną swobodę tworzenia, ekspresji, improwizacji, eksperymentu muzycznego, bez krycia się za zachowawczym murem rzemiosła i bezpiecznej autocenzury. Każdy kto tworzy szczerze, zaskakuje siebie i widza/słuchacza produktem swych poczynań, czasem pięknym, mądrym i wzniosłym, innym razem nieudanym i zawstydzającym. Kto jednak nie ryzykuje by otwierać coraz to nowe drzwi lub chociażby wchodzić do domu przez komin, tego spowija nudna i paraliżująca pajęczyna rutyny i będzie tylko w nieskończoność odgrzewał kotleta.
A teraz o Rodzinie. Do artystów, którzy prawie co roku zaszczycają nas swą obecnością należą Kazik Staszewski (Zuch Kazik, Pro Forma, zespół Jasia Zdunka, El Dupa), Kuba Sienkiewicz (Zuch Kozioł, GKS), Dr Yry (TPN 25, El Dupa, SPEC, Roman Malik, Zacier, Płonąca Pyta Nerona, Grupa Pieseek, Speculum i inne), Janusz Zdunek wraz z wieloosobowym zespołem jazzowym. Kilkakrotnie grali z nami SMKKPM Ultra, Olaf Deriglasoff, Dr Hackenbush, Kabanos, Kasia i Wojtek, Deuter, pierwsze kroki stawiali w Progresji Bracia Figo Fagot, gościnnie pojawili się Macio Moretti, Patyczak (Starzy Sida), Brylu, Tymon, Apteka, Adam Grzanka, Jaok z pyta.pl, a nawet Kasia Klich, pozornie tylko dziewczyna z innej bajki. Od lat w ramach grupy GKS pojawiają się Aleksander Korecki, Patryk i Tomasz Grochowalscy, był Kult 6z9, Cremaster, Człowiek Widmo, Nocny Kochanek, Janusz, Bzyk z Wu-Hae, Le Moor, DNA Has Changed in Mechanical Network, Czarny Ziutek z Kilerami, Kabaretus Fraszka, Absurd, Woda Ski Bla, Ludojad, Sos Fosgen. Konferansjerkę prowadzili, między innymi legendarny Didi, Łyżka Czyli Chilli, Grupa Paszkot, malował na scenie i poza nią Niebieski Robi Kreski, były prace pod auspicjami Galerii Przechodniej, filmy Z.F. Skurcz, Git Produkcji, Naffnaffa, Sławka Shutego, był Chór Żeński Mieszany, Pan Zbyszek, Człowiek Krzesło, na koniec zawsze gra Płonąca Pyta Nerona, w której mądrości Syracha recytuje Dr Yry, zaś grać może każdy „kto potrafi z niewielką pomocą przyjaciół wejść na scenę i nie przewraca uporczywie sprzętu, zaś gra głównie na instrumencie dętym, lub przynajmniej do owego grania się sposobi.” Byłoby nie na miejscu zapomnieć o grupie Zacier, która z naturalnych przyczyn pojawia się na scenie co roku. Wszystkich wymienić nie sposób, kogo pominąłem tego wielce przepraszam, bo każdy Artysta unikalnie wpisał się w realia, historię i tradycję Zacieraliów. Pełna lista zespołów zamieszczona jest w Zacieralia Hall of Fame na stronie grupy skiflowej Zacier (zacier.art.pl).
Z tradycji Zacieraliów i pradziejów Elektrycznych Gitar (Zuch Kozioł) zrodził się zespół Zuch Kazik, który koncertuje właściwie tylko na naszym festiwalu, a w 2016 roku podczas występu odebrał złotą płytę za krążek Zakażone Piosenki. Rzetelność historyka każe również wspomnieć o tym, że obecny puzonista Kultu Jarosław Ważny (Springpraise Important – tłum. autora) został złowiony uchem przez Kazika na Zacieraliach, gdzie występował wraz z grupą Większy Obciach. Dzięki Zacieraliom doszło też do konsolidacji składu, który uczestniczył w nagraniach najnowszej płyty Zacieru Podróże w Czasie, czyli Park, Rower i Wiewiórki. Na piątek 13 stycznia 2017 roku, czyli pierwszy dzień Zacieraliów, planowana jest premiera tejże płyty i koncert zespołu Zacier i z Całym Szacunkiem Dzika Świnia. Niektóre zespoły, które kiedyś gościliśmy na Zacieraliach, stały się zbyt znane i przyciągają zbyt wielką publiczność, aby chciały i mogły ponownie pojawić się na festiwalu. Poza nieakceptowalnie wygórowanymi, z punktu widzenia skromnego budżetu, wymaganiami finansowymi tychże, mogłoby to również doprowadzić do zachwiania równowagi ekosystemu zacieraliowego i zdominowania wieczoru przez dedykowaną danej grupie publiczność, która nie byłaby zainteresowana pozostałymi zespołami, albo wręcz bojkotowałaby ideę Zacieraliów. Pełna lista zespołów, które pojawią się na Zacieraliach 13 i 14 stycznia 2017 roku widnieje na plakacie.
Jubileusz dziesięciolecia zobowiązuje również Was moi umiłowani widzowie i słuchacze Zacieraliów. Bez Was ta impreza nie pociągnie w takiej postaci, do jakiej przywykliśmy. To, że jest zjawiskiem interesującym i ożywczym dla klimatu budzącej się w Nowym Roku Warszawy, zauważyły media i środowisko artystyczne, ale Wy przede wszystkim. Zapraszam jak co roku. Nie ociągajcie się, nie bądźcie leniami, weźcie ze sobą znajomych, rodzinę, sąsiada, babcię i dziadka - niech bez sensu nie plączą się po chałupie. W zamian obiecuję Wam niezapomniane chwile z artystami o otwartych umysłach, wielkiej wrażliwości, niezepsutych przez mamonę, branżę muzyczną i system, którzy wiedzą co to znaczy prawdziwa sztuka - sztuka dla sztuki, a przy okazji dla Was.
Mnierosłaff van der Zacier
***
Anplakt 2016
Tegoroczna trasa Kult Unplugged, organizowana przez Stodołę, zaczęła się dwoma koncertami w Stodole właśnie, 4 i 5 marca. Jak się okazało nie wolno już stosować nazwy Unplugged, gdyż została zastrzeżona przez MTV. Anplakt, Akustik, Bez prądu, byle by nie Unplugged. Mieliśmy dwie próby – 1 i 3 marca, jak zwykle w Proximie, na swój tegoroczny repertuar wybrałem piosenki „Hej czy nie wiecie”, „Kiedy w Polsce będą Chiny” i „Kochaj mnie”, tę ostatnią do wykonania w duecie z Kazikiem. Dla urozmaicenia występu zdecydowałem się wykonać własnoręcznie czołg, w którym bohatersko przemieszczałem się w trakcie wszystkich 14 koncertów. Czołg jest wykonany ze sklejki, pięknie pomalowany, ma światełka, klakson, lusterko, uchwyt na piwko, działko strzelające bańkami mydlanymi i inne elementy ozdobne, a nawet użytkowe. Ma, ponieważ przetrwał cudownie całą trasę. Woził go, z niemałym poświęceniem, kierowca (mistrz żonglerski) Rysio na pace minibusa, a nosiliśmy go najczęściej z Dr Yrym, na scenie zaś dzielnie wspomagali mnie Seba (akustyk odsłuchowy) i Budzik (muzyk, pełniący funkcję technicznego od instrumentów). Yry wykonywał „Krutkie kazanie”, „Cocoa Augen” i „Krew jak śnieg” w duecie z Kazem, Janusz zaś „Niejeden”, „Oni tu są” i „Totalną militaryzację” z tatą. Po pierwszej, piątkowej Stodole nadmiernie się ubawiłem, w związku z czym drugiego dnia grałem w "osłabionym składzie", ale, o dziwo, było całkiem fajnie i brawurowo. Repertuar tym razem dobrze dobrany. „Kochaj mnie” -w peruce, futrze, czerwonych rajstopach i w dmuchanych cycach, w których było mi bardzo do twarzy.
9 marca (bezpośrednio po dyżurze) był koncert w Szczecinie, w nowej Filharmonii im. Mieczysława Karłowicza. Budynek mi się nie spodobał. Na ten dodatkowy, „dokupiony” koncert wiózł nas wyjątkowo Sławek. Był to wariacki wyjazd, w tę i z powrotem do W-wy. 10.03 (czwartek) wziąłem zatem urlop. 12 marca mieliśmy z Zacierem koncert charytatywny w klubie Fugazi na w-wskiej Pradze dla środowiska medycznego, zaś 13 marca (niedziela) Anplakt w Poznaniu (tradycyjnie w Auli Mickiewicza). Po koncercie udaliśmy się gromadnie do Kultowej, w której spożyto sporo. Opróżniłem dla hecy, między innymi, kubeł z lodem na swą własną głowę. Wracając nad ranem do hotelu zgubiłem się i długo błądziłem po mieście, do momentu, kiedy przypadkiem znalazłem się na Placu Solnym we Wrocławiu… Stamtąd już sprawnie trafiłem do hotelu. 14 marca (urlop) byliśmy znów w Szczecinie, zaś 15 marca (urlop) wystąpiliśmy w Toruniu w pięknym, nowym obiekcie CKK Jordanki. Powrócilim w nocy, a 16 i 17 dzielnie prowadziłem zajęcia ze studentami. 18 marca (piątek) rano współorganizowałem konferencję Nefrologiczną w Hotelu Marriott, zaś po południu trafiłem minibusem Rysia do Wytwórni w Łodzi na kolejny Anplakt.
Drugie skrzydło trasy rozpoczęło się po świętach, 1 kwietnia (piątek - urlop). Sala Audytoryjna WCK we Wrocławiu wyprzedana (zresztą jak większość). Od kilku dni walczyłem z kaszlem w przebiegu alergii/infekcji, pobierałem antybiotyk, steryd wziewny i doustny oraz Zyrtec, mimo to koncert udało się obronić, choć piałem trochę bardziej niż zwykle. 2 kwietnia – CK Katowice, przed koncertem odwiedziliśmy i wyściskaliśmy Shreka, po koncercie biesiadowaliśmy z Janem Niezbędnym i jego bratem. 3 marca - koncert w Krakowie, w Auditorium Maximum UJ w „osłabionym składzie”, ale bardzo udany. Powrót bezpośrednio do pracy pociągiem o 4:51. 5 (wtorek) i 6 kwietnia – Gdańsk (urlop). Ołowianka, Filharmonia Bałtycka. 6.04 spacer po Gdańsku, ostatnia płyta Davida Bowie w końcu zabrzmiała w uszach. Po drugim koncercie – krótka noc i pociąg do W-wy i pracy o 4:56. 8.06 dyżur. Ostatni wyjazd - w niedzielę 10.04 – Lublin, Centrum Kongresowe Uniwersytetu Przyrodniczego. Po koncercie night tour po mieście, 11 kwietnia (poniedziałek, urlop) – ostatni koncert, Białystok, Filharmonia Podlaska. Powrót pociągiem 5:16 do pracy.
Piękne koncerty, zadowoleni widzo-słuchacze, chłopaki z Kultu jak zwykle mili. Podziękowania dla nich, współgości, Piotra Wieteski, Irenki i grupy szturmowej Stodoły, Rysia, akustyków Seby i Kajtka, Budzika, świetlika Jolo, całej ekipy technicznej. Być może do zobaczenia na kolejnych anplaktach.
***
12.03.2016 w Klubie Fugazi wystąpią Kuba Sienkiewicz, Zacier i goście. Więcej o koncertach TUTAJ.
***
17.01.2016
Zacieralia 2016
Jeszcze na dobre kurz i dym nie opadły w Progresji, porządki i zbieranie sprzętu trwają, na płotach jeszcze gdzieniegdzie wiszą plakaty, Niebieski posprzątał przed kolejnymi koncertami scenę z farb, którymi z rozmachem malowali on, Kot i Yry w trakcie ponad godzinnego występu Płonącej Pyty Nerona, który grubo po północy uwieńczył niezwykle udany set sobotni, jeszcze w głowach brzmią radosne nuty festiwalu, jeszcze nie wszyscy ochłonęli i do końca wytrzeźwieli, natomiast wszyscy, według mojej wiedzy, szczęśliwie wrócili do domów. Po intensywnych i ekstatycznych chwilach przyszedł też czas na zadumę, a u niektórych na melancholię.
W piątek nawiedziło nas ponad tysiąc osób, w sobotę było ich około 850. Większość grzecznie słuchała koncertów, duża część imprezowała w różnych zakamarkach klubu, mniejsza grupa wraz z artystami na backstage’u. Było gwarno, roiło się od niezwykłych kreacji, w tym kulinarnych nakryć głowy i nie tylko. Był też umiarkowany negliż, były stroje, nazwijmy to nieformalne (patrz – Amoniak, który dzielnie zapuszczał projektor z filmami, a w międzyczasie pląsał pod i po scenie). Jak zwykle tylko zdjęcia potrafią oddać niepowtarzalną atmosferę Zacieraliów, choć w internecie jest masa filmów, niestety zwykle umiarkowanej jakości, które więcej odbierają niż dodają uroku przeżytym chwilom. W tym roku poziom artystyczny był bardzo wysoki. Złośliwi twierdzą, że wręcz zabrakło żenady, z której niegdyś słynęły Zacieralia. Ale, jak już od pewnego czasu powtarzam, nie samą żenadą człowiek żyje, szczególnie nie tą rozumianą dosłownie.
W piątek, po kilku słowach otwarcia w wykonaniu Adama Grzanki, mistrza ceremonii i moim, oraz dedykacji dla nieobecnych przyjaciół, z ekranu nad sceną zagaił sam Wiesław Wszywka, którego duch i filmy unosiły się w tym roku nad Progresją. W niewdzięcznej roli otwieracza wystąpiła świetna Woda Ski Bla, szalona ekipa z Wrocławia, z którą mieliśmy już przyjemność współwystępować. Mają własny, inteligentnie zakręcony i odlotowy, żeby nie nadużywać określenia pozytywnie żenujący styl, grają bardzo sprawnie i na pewno nie żałuje ten, kto w piątek przyszedł do Progresji już o 17:30. Zresztą sala na ich występie (którego start opóźniłem przezornie o 30 minut) szybko się wypełniała, jak nigdy dotąd, biorąc pod uwagę wczesną godzinę. Zaraz po nich pojawili się prawie-gospodarze TPN 25, których przaśny punk rock od lat doskonale zna każdy kto uczęszcza na Zacieralia, a stałych bywalców i tym razem nie brakowało. Ludzie przyjechali z całej Polski, ale też z zagranicy. Z wieloma gośćmi pogwarzyłem, nie ze wszystkimi mogłem, było jak w ulu, szczególnie kiedy po swoim koncercie poszedłem się bratać. Jak zwykle rozwiązywałem również dziesiątki problemów w locie, odbierałem telefony, odpisywałem na smsy. Jestem bowiem głównym organizatorem, dyrektorem artystycznym, modulatorem, ojcem, matką chrzestną, promotorem, krajalniczym kanapek, wynoszaczem śmieci na zapleczu i rozwiązywaczem problemów festiwalu. Po TPN 25 i tradycyjnym zmasakrowaniu gitary przez Kristoforosa Strunodestruktora aka Stavrosa Analkopulosa aka Dr Yry, na scenę wtargnął gwałtem Nocny Kochanek, ekipa grzecznych, skromnych, młodych ludzi, których styl, warsztat muzyczny i sprawność nasuwają skojarzenia z heroicznym metalem z rejonów Iron Maiden, zaś ich genialny, wiecznie uśmiechnięty wokalista, z dystansem serwuje wokalizy, których nie powstydziliby się Dickinson, Dio, Halford i Tate razem wzięci. Dziewczyny szalały na ich występie, podobnie jak wspomniany już Tomek Antoniak (Amoniak), który z Shebenem stoczył na scenie walkę na miecze, a ukazali się oni w strojach z epok minionych i nawet przy tym nie obalili moich klawiszy, które już prężyły muskuły przed naszym występem. Po entuzjastycznie przyjętym Nocnym Kochanku wystąpili mistrzowie Janusz Zdunek + Marienburg + Kazik + Goście. Ekipa ta już tradycyjnie uświetnia Zacieralia nie tylko jazzowym graniem, brzmieniem trąb, tub, saksofonów itp., zaraża wszystkich entuzjazmem do współbrzmienia, harmonii, porządku, wzajemnego szacunku, ale równocześnie improwizacji, eksperymentów muzycznych i wspólnej zabawy i wbrew pozorom doskonale wpisuje się w przewrotną ideologię Zacieraliów. W orkiestrach dętych jest jakaś siła, jak pisał niegdyś poeta, a w piątek spotęgowała ją osobowość Kazika Staszewskiego. Jednym z gości był też stojący skromnie na uboczu Aleksander Korecki, od kilku lat również zagorzały entuzjasta zacieryzmu duchowego. Po jazzie był Zacier. Grało nam się przemiło, choć zmęczenie dawało o sobie znać, a z dumą i łezką w oku muszę nadmienić, że sala była najgęściej zapełniona na koncercie Zacieru właśnie. Tu pragnę podziękować Wam wszystkim za tę najpiękniejszą nagrodę, jaką może otrzymać wiejski artysta naiwny mojego pokroju, jaką jest pozytywny i entuzjastyczny odbiór naszych desperackich poczynań. Po Zacierze scenę zdominował bezbłędny GKS (Grochowalscy – Korecki – Sienkiewicz), doskonale i z wyczuciem ogniskujący najpiękniejsze wartości festiwalu myślą, mową, uczynkiem i ubraniem, bo o zaniedbaniu mowy być nie może. Koncert Zucha Kazika z udziałem chóru żeńskiego mieszanego (20% mężczyzn) był bardzo udany, jak przystało na grupę, która z rąk SP Records odebrała tego wieczoru złotą płytę za album „Zakażone Piosenki”. Gościem specjalnym był Lembicz Przemysław z Kwartetu ProForma, który w stroju żołnierskim, wraz z Kazikiem wykonał piosenkę Nicka Cave’a „Gorzki Płacz” we własnym tłumaczeniu, uczestniczył też aktywnie w dokonaniach chóru, mimo gorączki z dreszczami, która niefortunnie raczyła nim, nieszczęsnym, nieco poniewierać. A chór, strojny w czerń i biel, ochoczo intonował treści rewolucyjne, przysparzając koncertowi uroczystej atmosfery na miarę uduchowionych akademii rodem z PRL. Na zapleczu trwała tymczasem gorliwa impreza, niektórzy aktorzy tej sztuki przeszli w pewnym momencie z ról pierwszoplanowych na dalszy plan wraz z narastaniem promili, inni nadal biegali, krzyczeli, śpiewali, turlali się, obnażali, pokazywali sobie nawzajem tatuaże, atmosfera była przyjazna i obyło się bez poważnych urazów czy innych, ciężkich objawów niepożądanych. Pierwszy wieczór zamknął dynamiczny Cremaster, znany już z Zacieraliów zespół hejwimetalowy, w którym nowym frontmanem jest od pewnego czasu Tektur von Schnitzel, płyty gramofonowe i inne przeszkadzajki ochoczo i energicznie demoluje Adam Grzanka, aka DJ Mazut, zaś zgrane trio Kivi, Monter i Badhed zapewnia grupie nie mniej wysokie C, cokolwiek to znaczy. Pierwszy dzień zakończył się trzeźwym i spokojnym powrotem do domu, gdzie z gościem z Nowej Huty Goomim, Mrufką i Pepe zawitaliśmy około 2:00 i każde z nas z radością wykonało podwójny piruet zakończony zasłużenie orłem na prześcieradle.
W sobotę, po wstępnym ogarnięciu zaplecza i stołów z poczęstunkiem, ponownie nastąpiły próby dźwięku, dalsze sprawy organizacyjne, uzupełnianie listy gości, dystrybucja opasek, dawał się również we znaki kac papierosowy, bo mimo restrykcji, smog z palarni spowijał nas podstępnie przez cały piątek. Na początku z sali wiało pustką, aż przykro było patrzeć. Opóźniłem zatem start i występ warszawskiej grupy Curva Maxima o pół godziny, kiedy to stopniowo pojawiać się zaczęli pierwsi, zaspani goście w rytm ich harcersko-bluźnierczego repertuaru. Dobrze, że jestem od pewnego czasu pełnoletni bo mógłbym ulec zgorszeniu lub zepsuciu wewnętrznemu słuchają tylu brzydkich słów. Bajkowy Ludojad ze Świnoujścia grał jako drugi. Dla mnie byli jednym z licznych tego wieczoru jasnych punktów Zacieraliów. Grają świetnie i oryginalnie, są w swej głupawce bardzo mądrzy, mają absurdalny styl, który zręcznie inkorporuje różne wpływy muzyczne, przy rozczulającej, pozornej niezaradności i zagubieniu wokalisty. Ich stroje, trzeba nadmienić, były wielce satysfakcjonującym dopełnieniem występu, a każdy (a mówię tu wyłącznie w swoim imieniu oraz własnym) miał ochotę ich poprzytulać jak pluszowe misie lub szmaciane laleczki, może nawet hefalumpy. Konferansjerkę w sobotę dzielnie prowadził uroczy i piękny Kabaret Paszkot, który płynnie wtopił się w ideologię Dzieci Garnków i niestrudzenie trwał na stanowisku niemal do samego końca, choć widać było nieznaczne znużenie w okolicach ósmej godziny koncertu. Starałem się na miarę swoich możliwości technicznych pocieszać żeńską część kabaretu, jedną z dziewczyn ucałowałem nawet z doskoku w czubek noska. Do seksu jednak nie doszło, choć jak wiadomo gdzie mężczyzna i kobieta są niedaleko, tam łatwo może dojść do zbliżenia z uwagi na niewielki dzielący ich dystans w centymetrach oraz naturalne fluidy i atmosferę zaplecza, charakterystyczną dla Progresji. Zaprzyjaźniony, znany nam z kilku wspólnych koncertów Absurd z Torunia wystąpił jako trzeci. To kolejna sympatyczna, młoda kapela, sprawna technicznie, grająca atrakcyjnie, z własnym pomysłem i dużą charyzmą Czyżyka i piękną Dominiką na basie. Po nich był SPEC z gościnnym udziałem Romana Malika i kolegi Lembicza z ProFormy. SPEC to jedyny znany mi zespół blokowy, który śmiało łączy tłuste bity i zmyślne rymy hip-hopowe z pieśniami maryjnymi i muzyką głębokiego środka centralnego, niekiedy zaś peryferyjnego. Trzeba dodać, że Malik odebrał w czasie występu zasłużoną, wielokrotnie (nikt, nawet wydawca nie wie do końca ilu) platynową płytę. W dalszej kolejności wystąpił zespół WU-HAE, pochodzący przynajmniej częściowo z Nowej Huty, z bliskim naszym sercom Bzykiem i ekipą. Zdaniem wielu, to właśnie ich występ był najbardziej porywającym punktem wieczoru, urzekający świetnym brzmieniem, czytelną proludzką filozofią, niezwykłą energią i toną głośnych i miłych dla ucha dźwięków. Cieszę się, że w tym roku udało się Bzykowi dotrzeć do stolicy (bo niegdyś utknęli pod Krakowem w dniu planowanego koncertu i musiał ich zastąpić zdziesiątkowany Kult). Po nich mocne uderzenie kontynuowało Speculum z Yrym i tym razem mistrzem Tymonem Tymańskim, przez chwilę wspieranymi przez byłego wokalistę tej formacji Figo czyli Pietrasa, Olafa Deriglasoffa oraz sympatycznego Tektura. Wszyscy oni przednio się bawili zarówno na jak i poza sceną. Speculum właśnie nagrało nową płytę, motorem odrodzonej grupy jest nadal człon instrumentalny znany z Cremastera, ale lżejsze aranżacje i hammondowskie dźwięki klawiszowca dodają utworom bardziej hardrockowego niż metalowego brzmienia. Raduje się moje zmurszałe serce, że tak wybitne postacie nie pogardziły zaproszeniem na Zacieralia i uświetniły tę imprezę. Po nich była grupa Olafa Deriglasoffa o wdzięcznej i przebiegle trafnej nazwie Deriglasoff. Olaf to przemiły kolega, wielka (dosłownie i w przenośni) postać, artysta awangardowy, którego znam osobiście od kilkunastu lat, tradycyjnie zachwycił muzykalnością, inteligencją, nietuzinkowym repertuarem i energią sceniczną. Ostatnim zespołem przed Płonącą Pytą Nerona była Apteka. Z Kodymem już kiedyś rozmawiałem o Zacieraliach, ale dopiero rezygnacja ProFormy z grania w tym roku z racji bliskiego terminu ich koncertu w Stodole, skłoniła mnie, rzutem na taśmę, do ponowienia propozycji. Tym razem koncert doszedł do skutku i cieszę się bardzo, gdyż nie tylko miło się z Kodymem gadało na backstage’u, okazał się też mieć swoiste poczucie humoru i podobało mu się u nas, ale przede wszystkim zagrał on bardzo energiczny i natchniony koncert, jak na prawdziwą gwiazdę przystało. Jak już pisałem jest czarodziejem gitary i zapisał się złotą czcionką w Zacieralia Hall of Fame. Jego koncert był uwieczniony przez ekipę Jaoka z pomocą kilku kamer, może zatem ujrzy światło dzienne pierwsza profesjonalna produkcja koncertowa z Zacieraliów. O płonącej Pycie Nerona już wspomniałem na początku, uczestników koncertu tej formacji było wielu, wodogłowie było pełne, również z gościnnym udziałem samego Prezesa Progresji. Graliśmy dużo dłużej niż planowane 20 minut, po koncercie gawędziliśmy, bynajmniej nie o suchym pysku, przy barze, w domu zaś wylądowaliśmy wraz z synami po 4-tej rano w niedzielę. Wieczorem woziliśmy sprzęt, a w poniedziałek praca, jak to bywa gdy się pracuje.
Mija tydzień od Zacieraliów, w internecie coraz to nowe wspomnienia, zdjęcia, filmy. Wystąpiło około 80 artystów w 18 zespołach, sprzedaż biletów była porównywalna z ubiegłoroczną, ceny biletów były identyczne. 60% wpływów z biletów pożerają koszty, w tym sala, sprzęt, plakaty, podatki, prowizje, ZAiKS. Z 28 złotych jakie kosztuje bilet jednodniowy do rąk artysty trafia niecałe 12. Oczywiście pieniądze nie są żadnym priorytetem i większość muzyków gra dla przyjemności i sztuki, jednak, przy niskich cenach biletów i programowym braku sponsorów, aby festiwal mógł w ogóle istnieć konieczna jest duża liczba uczestników. Tu chcę podziękować publiczności raz jeszcze, bo to dzięki Wam może się odbywać jedyny w swoim rodzaju festiwal, bez Was natomiast zginie. Dziękuję Prezesowi, Marcie i Waldkowi z Progresji, Garwolowi i innym akustykom, świetlikowi, ochronie i pozostałym pracownikom klubu. Dziękuję też tym, którzy pomogli promować Zacieralia, zwłaszcza Wiesławowi Weissowi z Teraz Rocka, Łukaszowi Kamińskiemu (Co jest grane), Bartkowi Koziczyńskiemu (PR IV, Teraz Rock), Arturowi Tylmanowskiemu, Makakowi (Antyradio), Zenkowi z Kabanosa (Radio Kampus), ekipie TVP Kultura i innym.
Do zobaczenia na X edycji Zacieraliów w 2017 roku.
Mnierosłaff van der Zacier
Plakat w PDF-ie: TUTAJ
***
ZACIERALIA 2016
Moi mili, w roku 2016, 8 i 9 stycznia odbędzie się w warszawskiej Progresji (ulica Fort Wola 22) IX edycja festiwalu ZACIERALIA. Usłyszymy 19 zespołów muzycznych, będą filmy Naffnaffa z Wiesławem Wszywką, kabaret Paszkot, Niebieski Robi Kreski będzie na żywo malował. Wystąpią zespoły młode oraz starzy wyjadacze. Zacznę od tych drugich.
Najbardziej dostojni goście, którzy tradycyjnie uświetniają tę imprezę, to moi towarzysze z ubiegłego tysiąclecia i z grubsza moi rówieśnicy - Kazik Staszewski oraz Kuba Sienkiewicz i Piotr Łojek z Elektrycznych Gitar. Kazik był obecny ciałem i duchem na wszystkich Zacieraliach z wyjątkiem jednej edycji. Podchodzi do Zacieraliów z entuzjazmem i czynnie uczestniczy w koncertach jako frontman (Zuch Kazik, ProForma), lub jako gość (Janusz Zdunek i Marienburg, Płonąca Pyta Nerona). Kuba Sienkiewicz niegdyś występował na Zacieraliach z legendarną grupą Zuch Kozioł (jeden z prekursorów Elektrycznych Gitar), która w pewnym momencie przerodziła się w Zucha Kazika. Kuba przeniósł się natenczas do GKS (Grochowalscy – Korecki – Sienkiewicz), zaś Piotr Łojek (klawiszowiec EG), jest basistą grupy Zuch Kazik, udziela się też w Płonącej Pycie Nerona. Obok mnie, czyli Zaciera, filarami organizacyjnymi festiwalu są kolejni członkowie zacierowej rodziny, reprezentujący młodsze pokolenia: mój przyjaciel Dr Yry, animator rekordowej liczby zespołów (El Dupa, TPN 25, Roman Malik, SPEC, Pieseek, Speculum, Sex Fit Thunder, Bracia Pafnucy, Zacier, Płonąca Pyta Nerona) oraz DJ Mrufka, mój syn, perkusista Zacieru, Zucha Kazika i Bandy Idiotów.
W 2016 roku ponownie wystąpi Cremaster, teraz z nowymi liderami (Adam Grzanka, Tektur), Speculum, na czele którego stoi Dr Yry i w obecnym wcieleniu - Tymon Tymański, po raz drugi zaszczyci nas obecnością Olaf Deriglasoff, będzie po raz kolejny Janusz Zdunek (trębacz znany z Kultu) z grupą Marienburg i gośćmi, wśród nich Kazikiem. Pierwszy raz pojawi się legendarna Apteka. Zuch Kazik odbierze w trakcie koncertu złotą płytę za album „Zakażone Piosenki”, będzie wspomniany GKS, TPN25, SPEC i Roman Malik. Będzie krakowski WU-HAE, Nocny Kochanek, który coraz śmielej radzi sobie na rockowych scenach, uroczy Absurd z okolic Torunia. Będą odlotowe Ludojad, Woda Ski Bla, Curva Maxima. Będzie również Zacier, no bo w końcu Zacieralia to są.
„Złem jest, bezwstydem i wielką hańbą nie przyjść na Zacieralia. Duch przygnębiony, twarz zasmucona i rana serca, ręce bezwładne i kolana bez siły – ten kto omija Zacieralia. Bezwstyd takiego można poznać po niespokojnym podnoszeniu oczu i rzucaniu spojrzeń. Jak spragniony podróżny otwiera usta i pije każdą wodę, która jest blisko, tak ten niewierny siada naprzeciw każdego pala i na strzały otwiera kołczan. Złość zmienia wyraz jego twarzy, zeszpeca jego oblicze na kształt niedźwiedzia. Zasiądzie tedy do stołu pośród swoich bliskich i wbrew woli przykro wzdychać będzie.” Tak przestrzega mędrzec tych, którzy myślą iżby pozostać w domu, a nie stawić się wraz z innymi w Progresji.
Doprawdy wielka to hańba i sromota nie być na Zacieraliach, a też wpadka towarzyska i intelektualny odprysk niepowetowany. Festiwal ten zapewni ci ekstatyczne przeżycie dwóch dni twego, nie oszukujmy się, szarego życia. Nie jest konieczne żebyś przez oba dni nie trzeźwiał, choć ułatwi to przełamywanie barier, a w końcu o to na Zacieraliach chodzi. Zespoły grają krótko, bo tylko po 40 minut, każdy ustawia się przez zaledwie minut 10, więc akcja jest szybka i zwarta jak w tureckim thrillerze. W przerwach – filmy, skecze i inne formy sztuki wyzwolonej. Bilety po 28 złotych za dzień lub 49 za oba. Impreza amatorska a profesjonalna, żenująca a wzniosła, śmieszna a jednak poważna, cicha a głośna, podziemna, a piszą o niej w gazetach. Wstydź się jeśliś chciał się wymigać! Przybywajcie, jak co roku z całej Polski i spoza. Niech ostatni niezależny festiwal błyszczy jak brylant o wschodzie Nowego Roku 2016!
Zacier

Trasa z Kultem będzie następująca:
(Trasa z Kultem Unplugged to Kult i goście: Dr Yry, Janusz i Zacier)
12.03.2015 Warszawa – Stodoła
13.03.2015 Wrocław – Sala Audytoryjna WCK
15.03.2015 Kraków – Kino Kijów
20.03.2015 Warszawa – Stodoła
21.03.2015 Gdańsk – Filharmonia Bałtycka
22.03.2015 Poznań – Aula Mickiewicza
23.03.2015 Toruń – Aula UMK
25.03.2015 Zabrze – DMiT
26.03.2015 Łódź – Wytwórnia
07.04.2015 Lublin – Centrum Kongresowe
17.04.2015 Kielce – KCK (zmiana terminu z 27.03.2015)
Kochani, bardzo pięknie Wam wszystkim dziękuję za udział w Zacieraliach. Uważam, ze znów były bardzo udane artystycznie, organizacyjnie, frekwencja była ponad dobra. Przybyli goście z całej Polski, a nawet spoza. Po raz pierwszy zostaliśmy zauważeni jako poważne wydarzenie przez media i prasę muzyczną. Po raz pierwszy do muzyki, performance i sztuki filmowej dołączyły sztuki plastyczne. Obyło się bez poważnych działań niepożądanych. Dziękuję Prezesowi i całej ekipie Progresji za gościnę i sprawną oprawę techniczną, wszystkim 80 artystom, którzy wystąpili na Zacieraliach za wspólną, inspirującą zabawę, ale głównie kłaniam się widzom i słuchaczom, którzy poświęcili swój cenny czas i byli z nami. Starałem się być wszędzie i z każdym porozmawiać, ale okazało się to niemożliwe. Jeśli do kogoś nie dotarłem mimo obietnic, to dlatego, że znajdowałem się w ogniu krzyżowym i skupiałem na sobie nie tylko dobre fluidy i promieniowanie kosmiczne, ale też brud i znój związany z organizacją imprezy. Pozdrawiam wszystkich i do zobaczenia w 2016 roku!





Moi mili! Dziękuję Kabanoskom i Krisznie za możliwość występu na Woodstocku, zaś publiczności za życzliwe wsparcie! Z Mrufką zagraliśmy Kebab, potem dane mi było wykonać z Kabanosem Ryby. Aż tchu zabrakło, gardło zdarte, graliśmy po 2:00, wzruszenie duże. Festiwal w pytę. Bezpiecznie prowadził Adamus. Może tam wrócę?
foto by Hubert Jim Zieliński.

Szanowni Państwo!
W dniu 6 czerwca 2014 roku o 19:30 w warszawskich Wypiekach Kultury (ul. Stolarska 2/4) wystąpią dwa zespoły, na które w innych miastach Europy Centralnej daremnie czekają spragnione prawdziwych wrażeń rzesze fanów podwórkowej muzyki alternatywnej i progresywnej, w szczególności stada piszczących i rwących włosy z głów nastolatek (SPiRWzGNn). Oto pojawi się grupa GKS, w której prym wiedzie sławny Jakub Sienkiewicz, lider Elektrycznych Gitar, obok niego zaś wysoki i dostojny zdobny w loki, niczym dąb w saksofon brzemienny, stoi Alek Korecki i wzrok kamienny w bezkres nieba skierowuje. Pierwsza litera skrótu GKS ma moc podwójną, pochodzi bowiem od nazwiska światowego kunsztu basisty Tomka Grochowalskiego oraz syna jego Patryka, który stanowi niezastąpiony metronom tej supergrupy. Zespół GKS, który dał się poznać między innymi jako gwiazda Zacieraliów, gra żywiołowy rock and roll do sprytnych tekstów Brata Jakuba (stBJ).
Zespołem towarzyszącym będzie Zacier, grupa również nie w kij pierdział, chociaż czasami może rzeczywiście w kij jednak. Zacier, nestor polskiej sceny żenującej, wuj chrzestny post-punku hebefrenicznego, jest postacią enigmatyczną i nietuzinkową, jego występy niejednokrotnie wieńczone były owulacją na stojąco. Nieprawdą jest, jakoby jego fanami byli wyłącznie dyslektycy i pryszczaci onaniści z okolic Miechowa i Igołomi. Obok Zaciera w Zacierze występują: Dr Yry, znany z El Dupy i TPN25 artysta offsideowy (bas), Fil Kolins, obiekt westchnień wszystkich transwestytów na wschód od Bugu (gitara), stary hipis z Rakowca Dziarski (gitara) oraz DJ Mrufka, młodociany lol-celebryta z Wilanówka, tegoroczny maturzysta (bębny). Koncert ten odbędzie się z okazji 30-tej rocznicy istnienia projektu Zacier (Zrzeszenie Artystów Cierpiących i Entuzjastycznie Rżnących) i będzie promował najnowszą płytę „Skazany na Garnek”.
Z wielką przyjemnością zapraszamy na nasz wspólny występ. Z radością skrzyżujemy strumienie złotej kaskady dźwięków we wspólnym uniesieniu dusz ku wiecznej chwale i artystycznemu wyzwoleniu z kręgów materii. Utorujemy Wasze kowalne i ciągliwe myśli i strzępy podświadomości drogą poliwalentnej defrustracji i antycypacji atawizmów nirwanistyczno-dysocjacyjnych w stronę zerwania więzów poprawności politycznej i sakralnej, które zaowocują z początku bezradną i zagubioną, aczkolwiek w dalszym ciągu konsekwentną i ukierunkowaną, nabrzmiałą jak dymieniczo zropiały członek ekstazą, by ostatecznie eksplodować w uroczystej reakcji łańcuchowej na kształt zderzenia materii z antymaterią w środowisku wilgotnym...
Garść informacji praktycznych:
GKS + Zacier, 6 czerwca 2014, Wypieki Kultury, ul. Stolarska 2/4.
Otwarcie: 19.30
Start: 20.30
Bilety: 20 zł.
LINK do koncertu na Facebooku.


VII FTŻ Zacieralia, Progresja, 10-11 stycznia 2014
Już za nami siódmy Festiwal Twórczości Żenującej Zacieralia. Nowa siedziba Progresji (Fort Wola 22 – dawne Zakłady Przemysłowe im. Marcelego Nowotki), to lepsza lokalizacja, bliższa centrum Warszawy, klub jest większy, mogący pomieścić nawet ze dwa tysiące osób, scena jest duża. Przygotowania były czasochłonne i pracowite, tradycyjnie dużo pomógł Yry i Mrufka, promocja była bardzo intensywna, choć jak zwykle obyło się bez sponsorów, za to duży był udział Antyradia - podziękowania dla Makaka i Dżadży, TVP Warszawa, Teleexpressu, Programu IV Polskiego Radia i Łukasza Kamińskiego z Gazety Wyborczej. Po raz pierwszy zdecydowaliśmy się na oplakatowanie miasta, pojawiły się też koszulki Zacieru, okolicznościowe przypinki i pamiątkowe kostki do gitary z wizerunkiem maskotki festiwalu - Śląpraka Dzierżynosa, którego narysowałem na jakiejś lekcji w liceum około 1980. W roku 2014 przypada 30-lecie działalności Zacieru, jest gotowa nowa płyta „Skazany na garnek”, zatem są też dodatkowe okazje do świętowania.
Pierwszego dnia chyba pobiliśmy rekord frekwencji zacieraliowej; według wstępnych obliczeń w Progresji było ponad 1000 uczestników, z tego przynajmniej 100 osób to goście specjalni i specjalnej troski, którzy podobnie jak w latach poprzednich żywiołowo bawili się na zapleczu (kace fizyczne i moralne są jeszcze w trakcie leczenia). Z kolei drugiego dnia zaczęło się od rekordu anty-frekwencji, bo podczas pierwszego koncertu na sali było może kilkadziesiąt osób, w połowie sobotniej imprezy było już całkiem nieźle, choć liczebności dnia pierwszego nie osiągnęliśmy (ponad 700 osób). Czyżby zabawa piątkowa wyczerpała zasoby energii znacznej części zacieraliowiczów? A dodać trzeba, że na nowej sali 150 osób (co stanowi całkiem przyzwoitą liczbą uczestników przeciętnego koncertu) wygląda jak po katastrofie nuklearnej. Wszystkim uczestnikom, którzy są warci więcej niż złoto, szczególnie tym pięknie ozdobionym naczyniami kuchennymi różnego typu i proweniencji i zwłaszcza tym przyjezdnym z odległych miast, serdeczne podziękowania. Bez Was nie byłoby Zacieraliów. Przybyło wielu nieprzypadkowych gości, którzy przyjechali szczególnie na nasz koncert. Z dumą i radością muszę odnotować, że frekwencja na koncercie Zacieru była chyba największa.
Artystycznie było bardzo dobrze, wbrew nazwie festiwalu, gdyż prawdziwej żenady było jak na lekarstwo. Żenada, to w naszym przypadku określenie przewrotne i mylące. Chodzi raczej o tolerancję żenady jako produktu ubocznego procesu twórczego, ale o tym już wielokrotnie pisałem, więc nie będę tu więcej truł. Udało się zgromadzić wspaniałych muzyków, którzy poświęcili swój czas i energię, aby zaproponować program urozmaicony, ciekawy, momentami wręcz porywający. Przypomnę tylko, że gdyby nie dobra wola artystów z Kazikiem i Kubą na czele, Zacieralia nie byłyby realne w takiej postaci jak w ten weekend. Zatem kolejne podziękowania dla nich i wszystkich muzyków, którzy bezinteresownie uświetnili oba koncerty. Podziękowania dla Prezesa, Darka, Garwola, innych osób pracujących w Progresji, Yrego, Mrufki, Goomiego, Shebena, wszystkich Miłych, którzy pomogli w organizacji i realizacji przedsięwzięcia. Nie obyło się bez problemów technicznych. Była awaria wody na dwóch kondygnacjach, padły terminale płatnicze, przy barze możliwa była płatność tylko gotówką, ochrona nie wypuszczała ludzi na zewnątrz (część z nich chciała wyjść do bankomatu po pieniądze), palarnia zatruwała powietrze nie tylko palącym, kolejka po piwo bywała w piątek duża, w sobotę informowano przy barze, że piwa brakuje i sprzedawano w zamian cydr. Kilka osób skarżyło się na zbyt energiczne interwencje ochrony. Na usprawiedliwienie klubu muszę napisać, że obiekt jest jeszcze w trakcie remontu po latach leżenia odłogiem i pewnie jeszcze nie raz zaskoczy gospodarzy i gości jakąś awarią. Poza zwichnięciem nóg i drobnymi urazami oraz licznymi upojeniami alkoholowymi nie było większych szkód. Kilka rzeczy zagubiono.
Pierwszego dnia festiwal otwierał TPN 25 z gościnnym udziałem Pawła Paraski, były pląsy i konwulsje jak należy, Rudy śpiewał chórki, ja też na chwilę dołączyłem ochoczo. Potem koncert na obiektywnie wysokim poziomie muzycznym zagrał niemal progresywny Sos Fosgen, znany jeszcze z lat 80-tych i reaktywowany niedawno. Kolejnym uczestnikiem była SM KKPM Ultra z udziałem Oli, ale nie tej co w roku ubiegłym, tylko całkiem innej, mimo to fajnej (poprzednia Ola była akurat chora na nogę, chyba prawą lub lewą). Zacier grał czwarty, podczas występu doszło do ekscesów tanecznych na scenie w wykonaniu paru kolegów (Sh+TA), którzy turlając się nieznacznie uszkodzili sprzęt i rozłączali kable. Nie mieliśmy zbyt dobrej kontroli nad dźwiękiem, podobnie zresztą jak inni wykonawcy, a większość seta grałem w napięciu, w otaczającej przestrzeni szukając uchem perkusji i innych członków zespołu. Ale nie narzekam, z dźwiękiem bywało gorzej, a w końcu to dopiero jeden z pierwszych koncertów na tej scenie i na pewno klub wymagać będzie dalszej adaptacji akustycznej, zaś nagłośnieniowcy z zasłużonym Garwolem dopiero zdobywają doświadczenie w tym obiekcie. Muszę też wspomnieć, że ogrom problemów jakie musiałem ogarnąć jako organizator sprawił, że byłem już mocno nadwyrężony psycho-fizycznie, choć wcale nie wyskokowo. Do pewnego momentu konferansjerem był Pan Grzegorz, frontman Grupy Pieseek, której w tym roku postanowiliśmy zapłacić, żeby nie grała. Po jakimś czasie poszedł jednak do domu. Sheben puszczał filmy zf. Gruszka Szczepana, Łyżki Czyli Chilli i Sławka Shutego, niemniej, z przyczyn obiektywnych, projekcja była burzliwa i chwiejna. Kuba Sienkiewicz z rodziną Grochowalskich, ale bez Korka (grał tego dnia z Sojką) dali bardzo dobry, inteligentny koncert jako power trio. Również Zuch Kazik z odświeżonym repertuarem zaproponował energiczny show. Potem nastąpił obiecany, tryumfalny powrót Dr Hackenbusha na deski Progresji po 2-letniej przerwie. Na koniec ludzi dobił legendarny Człowiek Widmo. Dzień pierwszy zakończyliśmy nad ranem, część osób przejściowo pogubiła się, jednak większość się odnalazła. W towarzystwie Mrufki i Szafy słuchaliśmy pijąc wino płyt Wałów Jagiellońskich i Breakoutów (wydanej z okazji Olimpiady w Moskwie) w piwnicy mego domu do 4:00.
Drugiego dnia na początku zagrali wesoło, precyzyjnie i dziarsko Warszawiacy z No Smoki z udziałem Gumy, potem wystąpił przemiły Marszałek Pizdudski (One Man Band), któremu pęknięta na początku pierwszej piosenki struna nieco opóźniła performance, ale moc była właściwa. Podczas zakładania nowej struny zaproponowaliśmy z Goomim, znanym konferansjerem z Nowej Huty, wiązankę kolęd i innych pieśni okolicznościowych. Sheben prezentował filmy Szczauki Pictures. Jako trzeci mieli występować chłopcy z WU-HAE, ale z powodu niedyspozycji Bzyka w ogóle nie dotarli do stolicy. Zamiast nich wystąpiło 6/9 Kultu, zresztą z inicjatywy samego Kazika. Zagrali tylko dwa kawałki z akompaniamentem basowym Yrego i Shreka, na bębnach grał Wojtek Jabłoński, z gitarą dojechał Morwa. Tak mogło się zdarzyć tylko na Zacieraliach, zaś publiczność raczej nie narzekała. W Progresji zapanowała podniosła atmosfera misterium artystycznego i czar ten trwał niemal do końca wieczoru. Kolejny zespół, Kasia i Wojtek z Bananem na basie po raz drugi grali na Zacieraliach i tym razem również zaproponowali ciekawy i świetnie zaserwowany program rockowy. Po nich był Deuter, legenda polskiego punku. Paweł Kelner wystąpił w koszulce z napisem 35 lat Żenady 1979-2014. To piękny jubileusz tego Artysty –życzymy dalszych 35 lat na scenie! Następny był Janusz Zdunek + Marienburg + Kazik + Goście, którzy uraczyli nas repertuarem jazzowym (w porywach grało 7 instrumentów dętych: trąbka, 4 saksofony, puzon i tuba) i między innymi utworem „Rivers of Babylon” z repertuaru Boney M, z wokalem Kazika. Potem eksplodował set El Dupy, w tym największe hitosy zespołu, a na koniec wspólnie odśpiewano Bandziorno. Na scenie pojawiło się wielu niezbyt już trzeźwych artystów oraz sam Prezes Marek. Po krótkiej przerwie, w czasie której wszystkie trąby, saksofony i puzony niespodziewanie zniknęły z klubu wraz z ich właścicielami, na scenę wkroczył zdziesiątkowany skład Płonącej Pyty Nerona, której zagubienie i niezaradność dała się we znaki znacznie już przerzedzonej widowni. Ta która pozostała jednakowoż ochoczo skandowała „hańba!” w trakcie uroczystej melorecytacji tekstów Syracha przez Yrego. Należy odnotować, iż jedynym trzeźwym stałym członkiem formacji (poza Filipem Mingjo, który wspomógł nas na melodionie) był Piotr Łojek, który swym pochodem basowym starał się uporządkować chaotyczny przebieg rytmiczno - harmoniczny niesfornej gromadki. Prawdziwa żenada zakrólowała wreszcie na deskach Progresji na zakończenie Festiwalu. Potem było jeszcze picie, wycie i radosne przepychanki i wreszcie nad ranem cisza spowiła byłe zakłady Marcelego Nowotki. Tak oto zakończyły się VII Zacieralia, które stanowiły dla nas prawdziwą inaugurację Nowego Roku 2014. Zacieralia są jak samo życie – dobre i niekiedy złe, wesołe, a czasem smutne, podniosłe i bywa, że żałosne, artystycznie dojrzałe, a nieraz po prostu żenujące. Czy będą następne? To zależy od Was.
I jeszcze szczególne podziękowania dla wszystkich, którzy prowadzili sklepik: Aśki, Wroo, Jacusia, Jammika, Klimka i in. oraz dla NO-LOGO PICKS za pamiątkowe kostki Kilka kostek jedzie za granicę do kolekcjonerów (USA i Tajlandia) - za darmo, żeby nie było! Jupiiiiiiiiii!
Mija kolejny rok, jak zwykle za szybko, jak zwykle żal… Na pocieszenie mamy VII Festiwal Twórczości Żenującej „Zacieralia”, który odbędzie się w dniach 10-11 stycznia 2014 roku w warszawskiej Progresji, przy czym należy podkreślić, że klub ten przenosi się na dniach pod nowy adres bliżej centrum Warszawy - ulica Fort Wola 22. Sala będzie większa, piękniejsza, sprzęt lepszy i w ogóle! Atmosfera festiwalu, mam nadzieję, pozostanie niepowtarzalna, jak podczas edycji poprzednich.
Szczegółowe informacje o uczestnikach tegorocznych Zacieraliów znajdują się na dołączonych plakacie i rozpisce godzinowej. Z przyjemnością informuję, że mamy istnie gwiazdorską obsadę! Jak zwykle wystąpi Kazik Staszewski i to w kilku formacjach, w tym z przesławną El Dupą, która w tym roku wydała swą trzecią płytę studyjną. Zaszczyci nas Kuba Sienkiewicz, mój kolega z piaskownicy muzycznej wraz z doskonałą grupą GKS. Z radością ogłaszam triumfalny powrót Dr Hackenbusha na deski Progresji po 2 letniej przerwie. Pierwszy dzień zamknie sam Człowiek Widmo vel Syntetic. Po raz pierwszy na Zacieraliach wystąpi legenda sceny niezależnej Deuter, będzie Mistrz Janek Zdunek z zespołem, będą Kasia i Wojtek, WU-HAE, TPN 25, SM KKPM Ultra, No Smoki, Sos Fosgen, Marszałek Pizdudski oraz nomen omen Zacier. Pierwszy raz na naszym festiwalu pokażemy filmy Sławka Schutego, znanego artysty krakowskiego, ponadto będą produkcje filmowe Szczauki Pictures i z.f. Gruszka Szczepana, które wypełnią przerwy między zespołami. W tym roku zapłaciliśmy grupie Pieseek, żeby jednak nie grała, ponieważ nie istnieje.
Zainteresowanych odsyłam na stronę zacier.art.pl gdzie są zdjęcia dokumentujące zmagania sceniczne gwiazd i antygwiazd, które zaszczyciły nas swym udziałem w latach ubiegłych. Fascynujące reportaże znaleźć można (i należy!) w serwisie youtube. Oto dwa najpiękniejsze:
http://www.youtube.com/watch?v=ctCtw86it3w
http://www.youtube.com/watch?v=Fl_YYzvYEAU
Jest też dostępny film promocyjny z.f. Gruszka Szczepana, który jasno dowodzi, że nie jest dobrze nie być na Zacieraliach…
http://www.youtube.com/watch?v=3GnMO0a_-Uw
Bilety (wyjątkowo tanie!) można zakupić w klubie
www.progresja.com
lub w
www.eventim.pl
Zapraszam serdecznie wszystkich miłośników twórczości wszelakiej, nieskrępowanej, wolnej i awangardowej. Festiwal nie ma sponsorów, jest więc niezależnym wydarzeniem artystycznym. Określenie „Twórczość Żenująca” jest przewrotne i wskazuje raczej na spontaniczność, nagość i szczerość duchową uczestników, więcej bowiem na festiwalu okrzyków radości czy zachwytu, niż pąsów zażenowania.
WÓDKA & ZAKĄSKA TOUR 2013
Czas na podsumowanie trasy Wódka & Zakąska Tour. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że chłopaki z Kabanosa po raz drugi zaprosili i przyjęli nas do towarzystwa. Poprzednia trasa odbyła się w roku 2010 i przebiegła w atmosferze wzajemnego szacunku i przyjaźni oraz, niekiedy, przedniej imprezy. Tegoroczna trasa była najdłuższą w historii Zacieru. Organizacyjnie stanowiła nie lada wyzwanie, ponieważ konieczne było wzięcie kilku dni urlopu i takie zaplanowanie dyżurów, aby do trasy nie dołożyć W przypadku DJ Mrufki, który 25 października skończył 18 lat (jest więc w klasie maturalnej) też chcieliśmy zminimalizować absencje w szkole, ale obaj nie wyobrażaliśmy sobie, abyśmy mieli nie zdecydować się na tę tułaczkę po miastach i wsiach Polski u boku naszych Miłych Kolegów. Zatem sru!
4 X Yry zawiózł nas bezpiecznie do Chorzowa. Mrufka wyrwany ze szkoły, Fil Kolins z laptopem i tłumaczeniami na kolanach, ja - bezpośrednio po dyżurze całodobowym. Piękna pogoda, „Leśniczówka” w kompleksie parkowym, obok kolejka linowa (!) Koncert bardzo miły, przyjęcie ponad dobre. Kabanos nocował w Leśniczówce, my pomknęliśmy do Katowic i tradycyjnie nocowaliśmy u Shreka. Było przewielebnie, jak zwykł mawiać Kolega Szafa. Na drugi dzień (5 X) Kraków, znów niemal upał, spacer z Mrufką po Krzemionkach, wieczorem „Koncert Awangardowych Celebrytów” w „Rotundzie” obok Lej mi Pół, TPN 25, Kabanosa, Człowieka Widmo i Chwytaka. Prowadził Adam Grzanka. Totalne urwanie głowy, mnóstwo gości, fanów, wspólnych fotografii. Z Warszawy przyjechała ekipa znajomych (Asia, Pan Grzegorz, Lipka, Jacuś, Ważka, Dżemik, Tomek i inni), był też Czcigodny Szafa w sutannie, zresztą tańczył w niej na scenie w trakcie Niedźwiedzia Janusza. Część gości zagubiła się w Krakowie do samego rana, jednak wszyscy szczęśliwie się pozbierali. Imprezę kontynuowaliśmy w toalecie hostelu Atlantis przy ulicy Dietla. Nad ranem proszono nas o to, abyśmy ciszej śpiewali, co też zgodnie uczyniliśmy. W Bielsko-Białej stanęliśmy 6 X po południu. Krótki spacer po rynku, potem klub „Rude Boy”. Koncert miły, choć mniej ekstatyczny od tego krakowskiego. Kabanosowi towarzyszył przez cały weekend nasz umiłowany Piotr Makak Szarłacki, który kręcił dokument o tymże zespole. Niedziela nietypowa, gdyż postanowiliśmy nocować (Kabanos wrócił w nocy). Gospodarz klubu Poli podjął nas wiśniówką i tak wesoło bawiliśmy się do rana… Na noc zawitał u nas Szafa, który rano pozdrowił mnie niespodziewanie, pogodnie i rzeczowo „szczęść boże!”. W hotelu, w poniedziałek rano spotkaliśmy Piotrka Kozieradzkiego z Riverside, który to zespół grać miał ostatni koncert międzynarodowej mega-trasy w Rude Boy właśnie. W Warszawie byliśmy pod wieczór.
Następny weekend znów po dyżurze, (na którym prześladował mnie ciurkający katar), Yry za szofera, skład zespołu ten sam. 11 X Lublin, „Graffiti”, nasz trzeci koncert w tym mieście (pierwszy przed 12 laty z El Dupą, zresztą jeden z pierwszych koncertów Zacieru w ogóle, drugi 3 lata temu z Kabanosem). Wielu dedykowanych fanów, repertuar obcykany, przyjęcie przemiłe, koncert satysfakcjonujący. Po raz pierwszy z zespołem wystąpił Dejw Mastejn spotkany przypadkowo na dworcu (patrz – fotografie), który wykonał „Number of the Police”. Narodził się też radosny okrzyk „Scream for me np. Lublin!”. Następnego dnia Kielce (pierwszy raz), klub „Woor”. I znów miła niespodzianka – duża frekwencja, żywiołowa reakcja publiczności, entuzjastyczne przyjęcie. Scream for me Kielce! Niedziela 13 X – Siedlce, ładny, obszerny Pub „5 Sztuk”. Akustyk miejscowy opuścił stanowisko pracy, pozostawił przy lokalnej konsoli nieco zagubionego Bieńka, technicznego Kabanosa, potem zjarał się Marshall Mirka Łopaty, więc ten podłączył swą gitarę do sprzętu Kolinsa. Śmiechu było co nie miara. Pech jakiś czy co? Warto dodać, że po raz kolejny stawił się Tomek Antoniak, specjalnie przyjechawszy z Warszawy! Wreszcie koncert, mocno na zwisie. Zagraliśmy raczej normalnie, jednak frekwencja była relatywnie mizerna (choć statystycznie znamiennie większa od tej w Pubie Dujer w Mińsku Mazowieckim przed 3 laty ), odzew niemrawy, no ale w końcu to była niedziela. Na koniec udało się sklecić niezły pociąg w Róbrege, a potem już szybka i bezpieczna podróż do Warszawy. Pierwszy raz w mej historii wyjechałem w trasę chory, a wróciłem zdrowy. Należy też podkreślić, że obyło się bez imprez, czyli o suchym pysku, co wzmocniło morale zespołu i zapewniło solidny fundament pod weekend nadmorski, gdzie odbyły się obchody urodzin Mrufki.
Na kolejny weekend wyjechał Zacier Boysband z Szymenem (bas) i Flipperem (Antropomorficzna Personifikacja Czajnika Bezprzewodowego), lat 15 na gitarze. Szofer - Zacier. Rzeszów, olbrzymi Klub „Pod Palmą”, 18 X - koncert pierwszy w młodzieńczym składzie. Bardzo miłe przyjęcie, duża frekwencja, sporo rozmów i wspólnych zdjęć. 19 X Krosno „Rock Klub Iron” – znów miła niespodzianka, 150 osób, gorąca atmosfera, przednia zabawa. Wspaniały gospodarz Bogdan ugościł nas jadłem i napojami wszelkimi. Dziękujemy i pozdrawiamy! Krosno to piękne, zadbane miasteczko. Spacer w niedzielę w towarzystwie Lodzi, spokojna podróż do Stalowej Woli, „Klub Labirynt” 20 X – znów niespodzianka, mimo że to niedziela – przemiłe przyjęcie, zabawa, bisy itp. Nocleg w Hotelu Metalowiec i podróż do Warszawy w poniedziałek. Mrufka grał w swym zespole Forbidden District – najpierw mieli koncert przed Farben Lehre w Klubie Mechanik w Warszawie 17 X, zaś 22 X zagrali w warszawskiej Progresji w ramach „Otwartego Wtorku z NuPlays II”, czy jakoś tak.
Najdłuższy weekend trasy - Zacier Boysband (czy jak kto woli Arka Zaciera) wyruszył w Polskę pociągami (głównie TLK, bilet rodzinny). W tym celu, bezpośrednio po moim dyżurze stawiliśmy się 24 X (czwartek) na Dworcu Centralnym… jednakowoż bez Szymena, który postanowił tego dnia spróbować zdobyć legitymację studencką. Legitymacji nie uzyskał, do Bydgoszczy dojechał kilka godzin później za dodatkową opłatą. Spacer po mieście, pizza itp. Klub „Estrada Stagebar” znany nam sprzed 3 lat (dokładnie 24 X graliśmy tu z Kabanosem!) Koncert udany, choć jeden z gości nieumyślnie starał się wybić mi zęby mikrofonem , nocleg w Fordonie. 25 X stanęliśmy w Gdyni. Klub Muzyczny „Ucho”, kilkaset słuchaczy. Przyjęcie i atmosfera zajebiste. Publiczność zaczęła od Sto Lat dla Mrufki, który obchodził tego dnia swą osiemnastkę. Przyjechał Yry z Asią, Tomek, był Zmora, Linton & Co i wielu innych miłych ludzi. Yry przywiózł też pierwsze koszulki Zacieru z wizerunkiem ryby na nogach, który kiedyś nabazgrałem w komputeru. Jak zwykle większość osób przyszła raczej na Kabanos, część tylko na Zacier, część na oba zespoły, niektórzy nigdy o Zacierze nie słyszeli, ale uznali, że było warto nas poznać, byli też totalni fanatycy, znający teksty i rzadkie nagrania. Mrufka dostał prezenty, życzenia, został zaszczycony zagraniem wspólnie z Kabanosem, posurfował nawet w tłumie. Impreza przeniosła się do pubów na plaży; do tej pory piasek wysypuje się nam z różnych części garderoby i otworów naturalnych. Gdynia na długo pozostanie w naszej pamięci! Hotelik, rano pogoń za pociągiem do Szczecina. 26 X – Dom Kultury „Słowianin”, wielka sala koncertowa. W mieście brak plakatów. Występ niezły, atmosfera mniej gorąca niż w Gdyni, ale narzekać nie było powodu. Byli znów „zagorzalcy”, byli też „ostrożni”, my trochę nie w formie po imprezie, ale summa summarum było git. Pociąg. Zielona Góra, „4 Róże dla Lucienne” 27 X. Miasto dobrze oplakatowane, klub pieczołowicie przygotowany, włącznie z oprawą graficzną, pomieszczenia z charakterem, wystrój skansenowy. Koncert fajny, kameralny, potem wspólne zdjęcia, pogaduszki itp. Nocleg, rano pociąg do Warszawy.
8 XI był Toruń, "Od Nowa", dużo ludzi, wariacka atmosfera, bania Dzięki Gaweł! Dzięki radiosłuchacze i innosłuchacze! 9 XI Ostróda, "U Zdzicha". Zdzich się nie popisał. Na mieście nie było ani jednego plakatu, młodzież przechodząca obok, skądinąd bardzo pojemnej sali koncertowej w przystani, mówiła: "O! U Zdzicha się pali! Chyba otwarte!" Zatem mało kto wiedział o koncercie... Szkoda. Mimo to było 50 osób, część zaskoczona, część przybyła celowo. Koncert był bardzo sympatyczny, publiczność przemiła, z przyjemnością się grało, i chociaż zabrakło statywu i mikrofonu, to było całkiem przyzwoicie słychać na scenie. Szczególne dzięki dla dwóch kolegów, dla których zabrakło biletów w Toruniu, więc przyjechali za zespołem do Ostródy! Pozdrowienia również dla miłej dziewuchy z Ostródy rodem, która jako Andrzej kupiła piwo Yremu oraz dla jej towarzystwa - do zobaczenia na Zacieraliach! 10 XI Łomża, Młodzieżowy Dom Kultury i tu niespodzianka! Nie liczyliśmy na wiele, a tymczasem szał totalny! Jeden z najfajniejszych koncertów tej trasy. Sauna, dym, ludziska żądni krwi, a w szczególności duża gromada dziewczyn przepięknej urody, które bez wytchnienia szalały przed sceną, aż miło było patrzeć! Z Warszawy dojechał też Pan Grzegorz i Tomek Antoniak. Wariaci. Wszędzie spotykamy chociaż gromadkę osób, które gdzieś tam w sercu noszą cząstkę Zacieru i to dla Was chętnie wybieramy się w trasę. Powrót w nocy po sklarowaniu sprzętu. Szofer Yry prowadził dzielnie, i choć całą drogę jechał za szybko, rochlił się i dłubał w nosie, to zawiózł nas bezpiecznie do domu. Chwała mu za to. Była też z nami żona jego umiłowana Joanna, która niech żyje!!!
W piątek 15 XI zabraliśmy z Yrym (ja po dyżurze) Mrufkę spod szkoły, gdyż był w szkole. Przed szkołą gupi pan kurier cofając wjechał w bok auta, wgniatając blachę, co więcej niemal miażdżąc kolano Mrufki! Tenże, o piczy włos uniknął nieszczęścia, usuwając przez pomyłkę na czas nogę. Samochód przygwoździł mu natomiast fałd spodni. Bez kurw werbalnych pod adresem kuriera się nie obyło. Potem, podobnie jak w poprzedni weekend, odebrali my Mirka Łopatę (Mirone Shovel) z pracy nieopodal Nadarzyna (Kolins pojechał z Kabanosami). I sru do Poznania, gdzie „U Bazyla” się pojawiwszy przedni koncert my zaintonowali dla 500 osób. Było szałowo. Pot lał się wiadrami, kapał nawet z sufitu i to obficie! Byli koledzy Janusza Niedźwiedzia, piłkarza! Pozdrawiamy! Imprezka, przeniesiona na koniec do Kultowej, była stosowna i przewielebna. Potańczylim z Zenkiem i dwójką pięknych dziewczyn, które niech żyją! Rano 16 XI wystawne śniadanie w McDonaldzie i podróż do Kalisza. Kalisz, najstarsza osada w Polsce, prezentuje się pięknie. Było mroźno, ale spacer miły. Chłopaki ugrzęźli na pizzy i piwie w browarni (na browarze w piwiarni). Koncert w Klubie Studenckim „Pod Muzami” żywiołowy, choć bardziej kameralny. Byli przyjezdni z okolic, był Ojciec i Syn, obaj fani Zacieru. Pogadalim, piwko wypili i do dom poszli. Rankiem (około 13:00) wyruszyliśmy do Łodzi. 17 XI, Klub „Dekompresja”, olbrzymi, akustyka świetna na scenie! Słyszałem wszystko co wyprawiałem, w tym paszczę swą i wierzajcie mi, było czarno! Był też tradycyjnie Dave Mustaine, pełny set itd. itp. Zupełnie nie jak w niedzielę, choć była niedziela, jak to w niedzielę. Przyszły przemiłe fanki, to znaczy takie dziewczyny, co to teksty znały i śpiewały, a co więcej wrzuciły mi na scenę Niedźwiedzia Janusza, osobiście sporządzonego ze zwykłego misia pluszowego (patrz zdjęcie). Byłem wzruszony, szukałem ich potem przed scenę ale nie znalazłem… Pozdrowienia i uściski i do zobaczyska na Zacieraliach? Szoferzyłem z powrotem autostradą, po złożeniu i spakowaniu sprzętu. 2:30 spanie, 5:45 pobudka do pracy!
22 XI Zacier szofer. Po drodze zabraliśmy z SGGW Szymena, który pisał do 12:30 test z matematyki, w ramach technologii drewna. Rezultat - 0 punktów! Szacun! W Nadarzynie dosiadł się Mirek Łopata. Tychy - "Underground Pub" i na koncercie nawet sam Św. Mikołaj, publiczność miła, dziękujemy! Pogoda względna. Na drugi dzień spacer nad Jeziorem Paprocańskim, potem krótki rejs do Zabrza. 23 XI "Wiatrak" - piękne miejsce, dużo ludzi, sporo wziętych Zacierowców, przednia zabawa (przynajmniej dla nas). Chętnie wrócimy na Śląsk! W niedzielę 24 XI Piotrków Trybunalski i sympatyczna niespodzianka - mały "Klub Spirala", ale super koncert z żywiołową reakcją i znawcami tematu. Dobra akustyka - ceglane ściany. Dziękujemy wszystkim za obecność i wspólną zabawę. Powrót w nocy autostradą. Przyjechał też i z nami wrócił Tomek Antoniak.
W ostatni weekend wóz prowadził Yry. Piątek 29 XI - Wrocław - "Klub Muzyczny Liverpool". Wielkie dzięki Wrocław! To był dla nas jeden z najfajniejszych koncertów na tej trasie. Dużo ludzi, w tym starzy znajomi (buźka Matylda!), super atmosfera, z przyjemnością wypociliśmy się na scenie. Impreza po - też udana. Wieczorem i rano spacer po pięknym rynku, już uświątecznobożonarodzenionym. Grzaniec i przebijające się przez chmury słońce wytworzyły szczególną aurę (patrz - zdjęcia). W sobotę Legnica - "Spiżarnia", wspaniałe nagłośnienie, świadomy, profesjonalny akustyk, aż miło! Koncert przyjemny dla nas i otoczenia. W niedzielę 1 XII Częstochowa i "Teatr from Poland", całkiem sympatyczny koncert, który rozkręcał się w miarę grania od niemal oziębłości po całkiem niezłe hulanki przed sceną. Część osób pierwszy raz słyszała Zacier i nawróciła się na zacieryzm! Poznaliśmy też legendarnego Pana Hieronima, animatora sztuk wszelakich, który nabył i przywdział zacierową koszulkę! Powrót w nocy bezpieczny i do roboty.
Pięknie dziękuję wszystkim, którzy zaszczycili nas swą obecnością na 25 koncertach, tym którzy przybyli specjalnie na nas i tym którzy poznali nas przy okazji koncertów Kabanosa. W każdym mieście byli zagorzali zwolennicy zacieryzmu i im szczególne dzięki! Byliście wspaniali i chętnie znów ruszymy w trasę, gdy tylko Mrufka zda maturę i postanowi o swej dalszej edukacji Chcemy też seeeeerdecznie podziękować chłopakom z Kabanosa: Zenkowi, Lodzi, Mirkowi, Fonsowi i Witalisowi oraz Adamusowi, Berenice i Masakrze za zaproszenie do towarzystwa i wspólnie spędzone chwile, które na zawsze odmieniły nasze marne życie. Czuj czuj czuwaj!
6 XII graliśmy koncert mikołajkowy w Remoncie, zaś 7 XII Kabanos nagrywał koncert w Progresji. Yry, Mrufka i ja byliśmy gośćmi i wystąpiliśmy pod koniec.

ZACIER KOŃCZY DZIŚ 50 LAT! :)
Szanowni Państwo, Chłopcy i Dziewczęta! Oto Zacier kolejny raz wyrusza w trasę koncertową, po raz drugi obok zacnego Kabanosa! Pragniemy odwiedzić miasta, w których już mieliśmy przyjemność grać oraz całkiem dla nas nowe, gdzie nasza stopa nie postawiła jeszcze nigdy ręki. Stosowne listy zostały już rozesłane do wszystkich lokalnych izb wytrzeźwień. Zapraszamy szczególnie serdecznie ponieważ będzie to, być może nie pożegnalna, ale z całą pewnością trasa przedśmiertna Zaciera! Na koncertach pojawią się zamiennie dwa składy: zespół Zacier znany od kilku lat, z Dr Yrym (bas) i Filem Kolinsem (gitara) na pokładzie oraz nowo powstała re-formacja Grupy Skiflowej Zacier z niejakim Szymenem (wyrzuconym i ponownie przyjętym do Forbidden District, mimo obcięcia włosów i schudnięcia 30kg) na basie i Flipperem (alias Antropomorficzna Personifikacja Czajnika Bezprzewodowego, znanym również z The Fauschers i Filistyńskich Napletków) na gitarze. Jakiekolwiek posądzenia o nepotyzm są bezpodstawne; Flipper (II Syn Zaciera) został do grupy wcielony na podstawie braku elementarnych umiejętności gry na gitarze oraz kompletnej dezorientacji muzycznej. W obu składach pojawi się Mnierosłaff van der Zacier (swej niezaradności muzyczno-wokalnej dowiódł już wielokrotnie na scenie) oraz DJ Mrufka (I Syn Zaciera, bębny – jego załamujące eksperymenty z podwójną stopką przeszły do wstydliwej historii polskiego hewimetalu).
Zacier jest czołowym reprezentantem Skrajnego Odłamu Eksperymentalnej Falangi Eklektycznego Neo-post-punku Hebefrenicznego (SO EFE NppH) oraz ojcem chrzestnym Polskiej Sceny Żenującej (PSŻ). Bezkompromisowo tworzy od wczesnych lat 80-tych (BTOWLO), unikając komercjalizacji i kreując niezłomnie wizerunek niemal już zapomnianej awangardy (UKIKNWNJZA), odkrywając na nowo muzykę progresywną dla osób o otwartych umysłach. Organizator Festiwalu Twórczości Żenującej „Zacieralia” oraz założyciel Zmotoryzowanych Oddziałów Rycerzy Niepokalanej (ZORN), nagrywca wielu przebojów z Kebabem, Niedźwiedziem Januszem i Odpadem Atomowym na czele. Zauważono już dawno, że z uwagi na wielopłaszczyznowe, niekiedy głęboko ukryte treści w utworach artysty, bywa on doceniany przez kompletnych idiotów oraz osoby o bardzo wysokim IQ, natomiast jest najczęściej ignorowany przez przeciętnych zjadaczy chleba z radiowych list przebojów. Osoby zainteresowane odsyłamy na strony: zacier.art.pl, zacier i zacieralia na facebooku oraz youtube. Ayatollah Mnierosłaff van der Zacier wraz z synami odegrali również niemal oskarowe role w filmach zf Skurcz (Wściekłe Pięści Węża, Sarnie Żniwo) oraz w kilku filmach zf Gruszka Szczepana. Na marginesie warto podkreślić, że Zacier jest również nestorem unikalnej techniki plastycznej, polegającej na malowaniu pędzelkiem na długiej, sprężystej żerdzi (co najmniej 3m), co wybitnie utrudnia precyzyjne ruchy na kanwasie i nadaje niepowtarzalny, świszczący myk (NŚM) jego obrazom olejnym. Informujemy jednak, mimo niewyczerpanych pokładów entuzjazmu, że nie bierzemy odpowiedzialności za wynikłe z obcowania ze sztuką Zaciera negatywne konsekwencje. Zapraszamy wszystkich z radosnym okrzykiem: indeskaj!
Z tej okazji składamy mu wszyscy najlepsze życznia, niechaj mu zawsze Alleluja i Wesołego Dyngusa!
Mrufka: Na szczęście nie udało mu się Live fast&Die young, klub 27 też już nie dla niego. Ale to bez wątpienia najlepszy Tata jakiego w życiu miałem! Mimo 50. na karku, nadal wygląda na 30 a mentalnie ma 15. I niech tak zostanie! <3
Yry: Niech nam in dy skaaaj jak najpóźniej trafi, ten Ayatollah Mirek, nie jakiś Kadaffi, a jak stolec zamieszka w jego odbyttnicy, niechaj zapaskudzi półtorej stolicy! Jehiej!
Krzychu: Pół wieku z Zacierem! To chwila historyczna! A Mirosław ciągle młody, energiczny i niezmiernie utalentowany! Niech nam żyje 500 lat i jeszcze trochę dłużej...
Dziarski: To już 50 okrążenie wokół słońca, a pozornie samotny długodystansowiec ZACIER
pomyka wybraną ścieżką, niesiony przez wielotysięczną garstkę swoich żenująco przekonanych,
cichych i głośnych, bliższych i dalszych, (itd.itp.) wielbicieli i wyznawców.
Kolejnych żenujących i słyszalnych okrążeń w naszym układzie planetarnym i w sąsiedztwie
życzy Ci wierny sługa i przyjaciel (od połowy życia Twego - dotychczasowego).
"Jestem artystą wolnym,
bo większość woli innych,
nikt mnie nie słucha, nikt mnie nie szanuje,
chodzę i smęcę, łażę i rymuję!
Jestem artystą niezależnym,
nikomu na mnie nie zależy,
moje piosenki są raczej nieznane,
wyroki boskie są nie zbadane!"
Zacier
ZACIER - zapowiedź trasy z KABANOSEM, 2013

1 czerwca - CDQ - ODWOŁANY PRZEZ ORGANIZATORÓW.
-
27 kwietnia - klub Medyk, ul. Oczki 1A, Warszawa.

03 III 2013
W najbliższy piątek (8.03.2013!) Gramy przed ACID DRINKERS w Stodole!!!
http://www.facebook.com/events/431321296942218/
13 II 13
28.02 (czwartek) gramy w klubie Barometr w Stolycy!!
Tutej jest wydarzonko takowe!!
Zapryszczamy!
http://www.facebook.com/events/440150076054269/
VI FESTIWAL TWÓRCZOŚCI ŻENUJĄCEJ ZACIERALIA 2013
W dniach 4-5 stycznia w klubie Progresja odbyły się kolejne Zacieralia. Wystąpiło 16 zespołów, część warszawskich, część przyjezdnych. Na scenie pojawiło się 60 artystów różnej płci, konferansjerami pierwszego dnia byli Goomi z Nowej Huty i Karate Knur, drugiego już tylko Goomi, gdyż Karate Knur uległ urazowi biodra skacząc po raz kolejny ze sceny w objęcia publiczności. Chwała mu za to, gdyż poległ w słusznej sprawie! Filmy Szczauki Pictures („Twoja Stara Baśń”) i zf Gruszka Szczepana udostępniał własnoręcznie Sheben. Nad dźwiękiem i światłami czuwała niezłomna ekipa Progresji z Garwolem na czele, Ochrona działała nienagannie, Prezes Marek otoczył nas aurą bezpieczeństwa i gościnności. Na zapleczu tradycyjnie toczyła się ożywiona impreza, czasami pijacka. Generalnie było nawet sporo spokojniej niż w latach minionych. Nie odnotowano rozbojów, poważnych urazów, wszyscy bezpiecznie wrócili do domów. Po raz pierwszy udało się zmobilizować uczestników imprezy do niepalenia na bekstejdżu! Festiwal nie był sponsorowany, reklama odbywała się pocztą pantoflową, dzięki stronom internetowym, Dża Dży i Makakowi z Antyradia oraz Łukaszowi Kamińskiemu z „Co jest Grane”. Przygotowania trwały od wakacji i wymagały sporego nakładu pracy. Podziękowania dla wszystkich, którzy przychylnie spojrzeli na Zacieralia, pomogli w promocji, masowo stawili się na koncertach. Podziękowania dla artystów, którzy zgodzili się przyjechać za niewielkie pieniądze, a właściwie zwrot kosztów. Podziękowania dla Prezesa, Garwola, pozostałych akustyków, obsługi świateł, ochrony. Zacieralia po raz kolejny były udane, przesycone niepowtarzalną atmosferą absurdu i wspaniałej zabawy. Pojawiło się wiele osób strojnych w naczynia kuchenne i inne, karkołomne nakrycia głowy. Najlepiej zajrzeć na stronę www.zacier.art.pl , zacier lub zacieralia na facebooku, gdzie piękne zdjęcia udostępnili Jarek Talacha, Kazan i Konrad Jaraszek.
Poziom artystyczny był w tym roku wysoki, a kto za pewnik przyjął przewrotne hasło „żenady”, ten dopiero mógł się poczuć oszukany! Wystąpiły bowiem zespoły świadomie podążające zgubną ale własną, wybraną drogą, niektóre z nich dopiero początkujące, niektóre już na zawsze początkujące, inne grające po prostu, nie wstydźmy się tego powiedzieć, profesjonalnie. Profesjonalizm wcale nie wyklucza szczerych doznań w obliczu sztuki, chociaż stawia artystę w trudnej pozycji, z której niejeden nie potrafi się wygramolić. Żenadę należy więc pojmować jako zbawienne uczucie towarzyszące odkrywaniu nowego, świeżego, niepewnego (np. węgla kamiennego). Tradycyjnie zabrakło zainteresowania ze strony „branży” i „fachowych czasopism”, ale ich pogarda jest, co zrozumiałe, wpisana w hermetyczną ignorancję „true-metalowca”. Czy poważny redaktor może się pojawić na Zacieraliach?!
Pierwszego dnia na początku (około 17:00) bardzo udanie wystąpiła jedna z wariacji Kołłątajowskiej Kuźni Prawdziwych Mężczyzn z Olą z Krakowa, niestety dla dopiero wypełniającej się sali. Ten dojrzały artystycznie ansambl, godny był pozycji headlinera, ale cóż – ktoś musi być pierwszy, aby ktoś był ostatni! Po nich sceną zatrzęsła raczej punkowa formacja Sieć Burdeli Po Wsiach, z Krakowa, częściowo też z Ostrowca Świętokrzyskiego. Frontman Przewielebny Raduś Szafa Marzec wykonywał swe partie brawurowo, dynamicznie i z poświęceniem, ubrany w telewizor i większą część silnika od motoru na plecach. Roman Malik i Tabory (Yry, Izi i Wyżelok Golonko) przypomnieli złote standardy polonijne zza oceanu, mimo że wspomniane tabory nie dotarły na czas, a być może rozbiły się na zapleczu. Cremaster (Rzeszów, Kolbuszowa, Kraków, Warszawa) w mistrzowski sposób powalił publiczność „chujwi-metalowymi” (określenie własne zespołu ) riffami. Wokalista wił się na scenie, kopał powietrze, obnażał, zaś w pewnym momencie, oburzył zebranych słuchaczo-oglądaczy publicznym, ostentacyjnym podarciem książki telefonicznej województwa małopolskiego! Grozi mu ekskomunika z Międzynarodowego Związku Telekomunikacji. Do prokuratury rejonowej w Słupsku wpłynęło już stosowne doniesienie o podejrzeniu popełnienia wykroczenia, szczególnie, że chwilami rzeczywiście widać było krocze. Ledwie osłupiała publiczność zdołała ochłonąć, a już na scenie stali No Smoki z Warszawy, w składzie powiększonym o drugiego gitarzystę i znanego z poprzednich Zacieraliów Gumę. Dojrzały występ grupy bardzo spodobał się pełnej już o tej porze sali Progresji. Dziewczyny masowo mdlały widząc sceniczne prężenia Daniela, Gumy, czy też Zira. Zacier (z Dziarskim w składzie) wykonał swe największe przeboje w wersjach rockowych, unikając piosenek typowo góralskich. Atmosfera była wybitnie przyjazna, porozumienie obopólne, nasze doznania ponadczasowe. Hybrydowi Starzy Sida, niewątpliwa Gwiazda Narodowa z Patyczakiem (naprzód Poznań!) na czele, zapewnili wiele transcendentalnych doznań muzycznych i pozamuzycznych wzruszonym wiernym. Wprawni zauważyli, że wdzięcznej wokalistce zespołu szyna na kończynie dolnej wzbogaciła tembr głosu o niemal nieuchwytne dla ucha flażolety! Niedościgły tandem Maciora/Magneto znany z Mitch & Mitch wspierał Dżordż (El Dupa, Soul Burners) oraz Dziadek, który wcale nie wyglądał na dziadka. Na koniec wieczoru pierwszego salę porwali do tańca i chóralnego śpiewu Bracia Figo Fagot, którzy jedne ze swych pierwszych kroków stawiali w czasie poprzednich edycji Zacieraliów, a wyrośli tymczasem na gwiazdę ogólnopolską! Wiwat! A teraz anegdota związana z reportażem studenckiej TVPW dostępnym w internecie. Koleżanka i kolega, którzy kręcili materiał musieli (?) wyjść z Progresji wcześniej, zaraz po koncercie 2-3 pierwszych kapel :) Dlatego też materiał, choć fajny, jest zawężony do ich występów i wywiadów. Kiedy już wychodzili, spytałem czy, dla większej reprezentatywności reportażu, nie powinni choć parę pytań zadać Zacierowi? Na to reporterka trochę się zmieszała i zapytała - a który to jest Zacier?
Drugiego dnia koncert otworzył niezaradny, wzruszający do łez warszawski Pieseek, który, jak wszyscy wiedzą, raczej nie istnieje, a jeżeli już, to w piżamach. W składzie (w porównaniu z pierwszymi Zacieraliami) doszło do kilku zmian. Poza Szatanem (automat perkusyjny), Panem Grzegorzem aka Księciem z Kolna, Dr Yry i Warchlakiem wystąpili Vashka, Jacuś i Sheben. Lej mi Pół z Bielska Białej i okolic to kolejna kapela punkowa z Łukowa, ha, ha, ha! Nie, no tylko tak sobie zażartowałem. A grali ładnie, przytupnie i skocznie, jak na punków przystało. Zacier i Filistyńskie Napletki, to rodzinna kapela Zaciera, taka Arka Noego, w której prześlicznie śpiewały i grały ślubne (Flipper i DJ Mrufka) oraz nieślubne (Ania, Basia – na co dzień Bielanki, Krzysio – na co dzień Yry, Tomek i Jarek – na co dzień w Kulcie) dzieci Zaciera. Wykonano rzadkie piosenki zacierowe i kilka standardów, punktem kulminacyjnym było „Odmówili mi skrobanki” ze wzruszającymi partiami nieletnich. Zuch Kazik z rubasznym i ogorzałym frontmanem Kazikiem (na co dzień Kazik) już po raz trzeci przypomniał blaski i cienie systemów totalitarnych w dynamicznym secie opartym na kotlecie (?) Z nowości pojawiły się: „Gdy naród do boju” i „My ze spalonych wsi”. Z uwagi na problemy z odsłuchami, udało mi się część utworu SP zagrać pod włos, o czym nawet nie wiedziałem :) a teraz wiem, ale nie żałuję, podobnie jak Edith Piaf. Kasia i Wojtek Band z legendarną Kasią, czyli Małgosią, legendarnym Wojtkiem z Kultu, legendarnym Olkiem, nie mniej legendarnym Bananem (Kult, Armia; pierwsza waltornia Rzeczypospolitej) na basie (!) oraz sekcją dętą Kultu, to kolejna supergrupa rozświetlająca scenę Progresji tego wieczoru. GKS czyli Grochowalscy Tomasz i Patryk, Korecki Alek i Sienkiewicz Jakub dali profesjonalny (!), radosny koncert, bardzo doceniony przez publiczność, nie bardzo odległy od poczynań Elektrycznych Gitar, no ale w końcu Kuba jest tylko jeden, niczym przysłowiowa flaszka wódki lub matka (w tym przypadku jedna). Weteran scen Jaś Zdunek z Marienburgiem i gośćmi (między innymi Kazikiem i pozostałymi członkami sekcji dętej Kultu) niebanalnie poprowadzili nas przez świat muzyki jazzowej. Nietrudno dostrzec, że drugiego dnia instrumentarium było zdominowane liczebnie i brzmieniowo przez instrumenty dęte blaszane. Można się zastanawiać czemu dęte i czemu blaszane, a nie np. drewniane (szafa, krzesło, trumna), ale te rozważania postaramy się dokończyć przy okazji następnych Zacieraliów. Kto z artystów jeszcze stał o własnych siłach, uporczywie nie przewracał sprzętu (patrz rok ubiegły) i innych muzyków, mógł na koniec wesprzeć ideę i wzbogacić brzmienie Płonącej Pyty Nerona.
Tak, było czego słuchać, było i jest co oglądać, można było pośpiewać i zatańczyć. Wypito (według mojej subiektywnej oceny) około 4000 litrów piwa, około 87 litrów wylano, w tym 33 litry na osoby towarzyszące, zgubiono jeden portfel, jedna osoba była ustawicznie zbierana z gleby, reszta jakoś człapała, dwie osoby doznały niegroźnych obrażeń ciała, 14 dziewczyn straciło cnotę, w tym 9 z członkami grupy Pieseek! Dla dzieci spłodzonych w trakcie Zacieraliów proponuję imiona: Kazik, Kasia, Wojtek, Sid, Banan, Patyczak, Zdunek, GKS, Neron, Cremek, Fagot, Smoku, Pycia, Zuch, Lejek, Kuzio, Burdelek, Malik. Czas chyba kończyć to sprawozdanie. Jeszcze raz dziękuję wszystkim, szczególnie publiczności i życzę Wam abyście zbyt szybko nie wyrośli z Zacieraliów i garnków na głowie!


Moi mili! Czas mija nieubłaganie, zbliża się wielkimi krokami szósta już edycja Zacieraliów, które w 2013 roku będą po raz drugi dwudniowe i rozegrają się 4 i 5 stycznia w zasłużonym, warszawskim klubie PROGRESJA (ul. Kaliskiego 15a, Bemowo, dojazd tramwajem 20, autobusami 122, 149, 154, 523 i nocnymi N45, N95). Niepowtarzalną atmosferę tego festiwalu zapewniają zespoły, które, choć prezentują odmienne style muzyczne i różne doświadczenie sceniczne, łączy chęć grania muzyki niezależnej, szczerej, bezkompromisowej i spontanicznej, dla zabawy i przyjemności własnej oraz (!) publiczności. Impreza nie ma sponsorów ani patronów medialnych, ponieważ celowo nie wchodzimy w żadne układy, organizowana jest bez większego zadęcia promocyjnego, metodami niemal domowymi, podobnie jak pierogi. Pozostaje w jak najmniejszym stopniu skalana mamoną i wolna od uwarunkowań i mechanizmów komercyjnych. Jak zwykle możemy liczyć na życzliwe, bezinteresowne wsparcie i dobre słowo ze strony kilku radiowych stacji niezależnych takich, jak ANTYRADIO oraz na promocję na łamach internetu. Bilety są tanie (karnet dwudniowy kosztuje 35 złotych, bilet na wybrany dzień 20 złotych - są do kupienia w klubie Progresja lub na stronie www.eventim.pl). Tym razem wystąpi aż 16 zespołów, nie tylko z Warszawy, każdy zagra do 40 minut. Aby czas się nie dłużył, między poszczególnymi wykonawcami będą przerwy zaledwie 10 minutowe, w czasie których zaprezentowane zostaną filmy Szczauki Pictures i zespołu filmowego Gruszka Szczepana. Otwarcie bram o 15:30 - prosimy umiłowaną publiczność o zgłaszanie się na koncert odpowiednio wcześnie, gdyż przepustowość bramki ogranicza masowe wejście do klubu i może zdarzyć się czasochłonny i frustrujący zator. W zeszłych latach nie starczało biletów dla wszystkich chętnych więc spieszmy się z decyzją! A decyzja może być tylko jedna, bowiem Zacieralia to ostatnia ostoja muzyki i poezji niezależnej na świecie (a przynajmniej na Bemowie). Lista zespołów muzycznych, które wystąpią na VI Zacieraliach znajduje się na załączonym plakacie.
A oto co twórca Zacieraliów i ideolog zacieryzmu stosowanego, nomen omen Zacier pisze o festiwalu i sztuce w ogóle: „Jeśli artysta nigdy nie odczuwa zażenowania swą działalnością i nie sięga ustawicznie po nowe, znaczy to, że albo głupi, głęboko pijany, albo też stał się nieczuły na istotę sztuki, jest więc tylko tępym rzemieślnikiem i serwuje wyuczone i bezpieczne sztuczki dla ubogich duchem. Prawdziwy twórca nie tyle kij w mrowisko wsadza, co w szprychy rozpędzonego motoroweru konwencji, a właściwie nie kij ale paluchy, nie bacząc na potencjalne niedogodności i konsekwencje. Artystą nie ten jest kto zna wszystkie akordy, lecz ten, który ich nieustannie poszukuje”.
| Koncerttos! |
-----------------
17 listopada - "Zacier i Filistyńskie Napletki" w Barocku (plakat poniżej)
30 listopada - Zacier + Sztajemka w Krakowie!
1 grudnia - Zacier + Czarny Ziutek z killerami w Katowicach!
KRAKÓW NA FEJSIE
||
KATOWICE NA FEJSIE
||
BAROCK NA FEJSIE

"Po latach nieobecności na scenie, odłam Zaciera pod szumną nazwą "Filistyńskie Napletki" powraca! :) W skład projektu wchodzą jak przed laty sam Ayatollah Mnierosłaff van der Zacier, Dr Yry oraz DJ Mrufka (który miał 8 lat, gdy debiutował na scenie z tym właśnie projektem), a na dodatek drugi, młodszy, jeszcze nie do końca zepsuty, syn Zaciera - Tomek, który ukrywa się pod tajemniczym pseudonimem "Tomek".
Co z tej kombinacji wyjdzie - nawet sam zespół nie wie! Dlatego warto przyjść i pokibicować! :) Będą stare przeboje, hity w formie coverów, jak również nowe piosenki z nadchodzącej wielkimi krokami nowej płyty Zaciera.
Przybywajcie tłumnie, a kto nie przybędzie, ten rozgrzeszenia w niedzielę na sumie po próżnicy niech nie szuka!"
Dr YRY
No i jest koncert! Niech ktoś spróbuje nie przyjść!!! Osobiście go skrzyczę jak tylko przyjdzie... to znaczy jeśli nie przyjdzie, gdy już przyjdzie. Eleganckie zespoły będą grane w te i nazad. A poprzedniego dnia też jest koncert, podobny ale inny, ale też elegancki. Obecność obowiązkowa na obu.

4 IX 2012
ZESPÓŁ FILMOWY GRUSZKA SZCZEPANA
Zespół filmowy Gruszka Szczepana został powołany do życia w roku 2008 z inicjatywy trzech młodych Warszawiaków Tomka, Michała i Mirka z Warszawy, reprezentujących warszawskie środowisko młodych artystów stolicy. Gościnnie w filmach często udziela się także młoda Karolina z Niepołomic, stanowiąca kontrapunkt intelektualny i erotyczny, pełniąca podobną rolę co Tola w przygodach Bolka i Lolka. W założeniu pierwotnym grupa filmowa miała zdyskontować fakt wejścia w posiadanie kamery VHS zakupionej okazyjnie w TESCO, z czasem jednak ugruntowała swoją pozycję jako najbardziej żenująca spośród warszawskich zespołów filmowych stolicy. Półprofesjonalna produkcja oparta na Windows Movie Maker podkreśla przaśny charakter filmów i wydobywa treści autystycznie i zaskakująco ukryte w materii, wydawać by się mogło, przypadkowych, nieprzemyślanych i bezradnych scen. Gra aktorska minimalistycznie korzystająca z arsenału amatorskich trików psychosomatycznych prowadzi najpierw do głębokiego rozczarowania, niepohamowanego gniewu, aby w końcu eksplodować niczym wulkan ekstazy, a niekiedy nawet radosnej nirwany zbiorowej. W propozycjach z.f. Gruszka Szczepana dominują tematy przyziemne, traktujące o codziennych problemach warszawskiej rodziny, epatujące realizmem turpicznym, śmiało poszukujące odpowiedzi na odwieczne pytania o sens istnienia, genezę życia, nieuchronność śmierci oraz zagrożenie wiecznym potępieniem lub nawet gorzej. Stanowi zagadkę dla widza, samych twórców oraz zdezorientowanych krytyków, których wyobraźnia z trudem ogarnia ogrom zagadnienia chaosu jako takiego. Jak pisał jeden krytyk filmowy z Warszawy na łamach jednej ze stołecznych gazet: „z.f. Gruszka Szczepana to… to… kurde sam nie wiem…” Począwszy od „Władcy Pierdzieli”, a skończywszy na najnowszej produkcji „Świnia przebita włócznią nie cieszy się jutrznią” prężna grupa warszawiaków ze stolicy dostarcza nam niezwykłych wrażeń estetycznych, a i niejednej łzy wzruszenia. Kim był tytułowy Szczepan? Kim jest tajemnicza pielęgniarka Grażyna Kmiecik? Jakie były prawdziwe losy Harrego? Na te i inne pytania odpowie wieczór filmowy w Klubie Barock w ramach Warszawskiej Jesieni Filmów Żenujących, na które zaprasza z.f. Guszka Szczepana i kierownik artystyczny festiwalu pani Halinka z Barocka. Zapraszamy w najbliższy czwartek 6 września na ulicę Śniadeckich 17. Początek około 18:00.

26 VI 2012
Mam wakacje do końca lipca! A i zespół odpoczywa do jesieni. Nie przemęczamy się, bo i nie warto. Tylko upić się warto? Mrufka zaliczył najpierw mononukleozę zakaźną, potem zaś zaległe przedmioty – dziś geografię u Pani Dyrektor. Mistrzostwa mijają, niektórzy na nich zarobili miliony, wielu nieuczciwie, wielu uczciwych zbankrutowało. Niektórzy, jak to jest w polskim zwyczaju ostatnich lat, z różnych powodów popełnili samobójstwa wspomagane. Państwo ma wszystko w dupie; politycy też są uwikłani w różne machlojki, więc udają, że nie wiedzą o co chodzi. Warto obejrzeć film „Szwindel, anatomia kryzysu”, aby się pocieszyć, że to nie tylko u nas rządzi bez skrupułów mafia finansowa. Kiedy brakuje możliwości wpływu na to co się dzieje, kiedy jesteśmy jawnie wykorzystywani, jakiś niedomyty chujek bierze premię w wysokości moich rocznych dochodów, mimo, że jego firma poszła na dno, to nie pozostaje nic innego, jak sobie ulżyć w stylu pseudokibica: chuj wam w dupę wyleniałe skurwysyny! Wracając do filmu - niemal każdy z bandytów w nim sportretowanych nazywa się, dajmy na to Zweibaum lub Wassermann… To taka refleksja obiektywna, w istocie wolna od jakichkolwiek pobudek ksenofobicznych.
Z racji swego zawodu nie mogę nie wspomnieć o kolejnej organizacji przestępczej, która jest tolerowana przez państwo, a która doprowadzić może do upadku polskiej medycyny. Kto chce wiedzieć ten wie, że NFZ płaci za „usługi” lekarzy chorób wewnętrznych poniżej kosztów. To tak, jakby zmusić taksówkarzy, żeby jeździli za 20 groszy za kilometr. Dacie radę, taksówkarze? Na pewno! Kolesie tak się umówili - cwaniaczki, bogate kukły w garniakach, liżące się nawzajem po dupach lub podkładające sobie świnie. NFZ może też bez sądu nałożyć na lekarza karę kilkunastu tysięcy złotych za biurokratyczną (wynikającą z braku jasnych reguł) pomyłkę czy literówkę na recepcie. I dziwicie się moi mili, że lekarze protestują?
No, ale miała być tylko relacja z ostatnich koncertów, hi, hi! No więc tak (lubię zaczynać zdanie od „no więc” na przekór mojej polonistce, która utrzymywała, że od „a więc” czy „no więc” zdania się nie zaczyna. A no właśnie, że się zaczyna, cbdd! W sobotę 23 VI o 16:00 zagraliśmy w Liwie na GRYF-party, corocznym zlocie motocyklowym. Piękne miejsce pod zamkiem, obok Liwiec, urocza rzeczka. Sporo ludzi, jarmark, piwko, atmosfera przyjazna. Koncert z naszej strony był zwykły, choć mocno ponadgodzinny. Odbiór umiarkowany, ale jak na tę godzinę i „target” narzekać nie można. Gospodarz imprezy Kazik ugościł nas jadłem staropolskim i tylko żal, że nie mogłem skosztować bimbru, bom za kierowcę robił. Pan kustosz muzeum zlokalizowanego w zamku był bardzo miły i oprowadził nas po bogatej ekspozycji arsenału. Warto tam zajrzeć i być może ujrzeć Żółtą Damę, która straszy na zamku. Na szczęście niemieckie i szwedzkie wieprze nie zdołały całkowicie zniszczyć zamku, choć bardzo się starali. Idąc do tyłu, poprzedni koncert graliśmy 12 maja w Mandali, pod auspicjami umiłowanego Makaka. Impreza udana, dla mnie również dlatego, że odbywała się w oryginalnych zabudowaniach przedwojennej fabryki Adolfa Witta, które również cudem uniknęły zniszczenia przez szwabów. Fabryka ta produkowała różne przedmioty z mosiądzu i żelaza, między innymi żelazka, których kolekcjonerem wszak jestem. Przedtem (13 kwietnia) podróż do Wrocka (Kultowa) i całkiem udany, szczególnie towarzysko, koncercik dla dedykowanej publiczności. Oj, powrót był ciężki! Rozdałem trochę pieniędzy, między innymi dwóm dziewczynom na rynku, które zbierały na nową gitarę. Poprzedni koncert był 23 marca w towarzystwie Braci Figo Fagot na otwarcie Domu Medyka na zaproszenie moich studentów. Z przyjemnością zagrałem w tym klubie, który przesiąknięty jest wspomnieniami sprzed lat. 17 lutego był Tłusty Piątek w Barocku, który jak wiadomo jest teraz we władaniu Beatki i Yrego. Powodzenia!
Teraz, jak się zdenerwuję, to pojadę z rodziną na Mazury, na łódki. Jak się nie zdenerwuję, to też pojadę, czyli… pojadę tak czy inaczej. Może warto też rzec, że udało mi się z otaczającego wszechświata wyłowić kilkanaście piosenek, które po wakacjach będę nagrywał.
7 VI 2012
URSYNALIA
Byłem w tym roku z synami na Ursynaliach. Pogoda za bardzo nie dopisała, nagłośnienie było słabe, piwo natomiast tanie. Zdumiewające było to, że kazali na bramkach zostawiać nawet domowe kanapki. To już obciach totalny. Nie wiem który debil wpadł na ten pomysł. Ale najbardziej rozczarowany jestem „muzyką”. Wszystkie zespoły przyjmują te same pozy, mają takie same baki, są oblepieni żenującymi tatuażami, wloką gitarami po glebie w srającym rozkroku, rzygają z bohaterską miną do mikrofonów, teksty (jeśli je w ogóle zrozumieć) są najczęściej frajerskie. Za 10 lat ten model będzie szczytem obciachu, a wasze dzieci będą z obrzydzeniem patrzeć na współczesne szpanerstwo bez pokrycia. Nie wiem jak można na poważnie kupić coś takiego co proponuje np. Glaca? Dla mnie (i szczęśliwie też dla moich synów) jest to niezamierzona parodia. Obowiązkowo trzeba brzmieć super ciężko, choćby i do znudzenia monotonnie, perkusja koniecznie na dwie centrale, stopka musi napierdalać non stop jak karabin maszynowy i już jest git. Są na szczęście chlubne wyjątki: dziadek Slayer, naśladowany przez innych, rodzimy Jelonek, są zespoły które mają pomysł na muzykę, jak chociażby Mastodon, mój faworyt, chociaż chłopaki i tym razem byli zdecydowanie bez formy i energii, może z powodu krztuszenia się wzniecanym przez tłum kurzem (Brent Hinds tylko markował śpiew). A może to wina imprezki na trasie? Jednym słowem – nie idę w przyszłym roku na Ursynalia… a może i pójdę.
03 V 2012
12 maja gramy w Mandalii (ul. Emilii Plater 9/11) z inicjatywy Makaka. Dzień wcześniej zagościmy w Makakofonii w Antyradiu (godz. 22:00)
17 III 2012
Kilka koncertów w planie:
23 marca o 19:00 - koncert z Figo Fagot na otwarcie Domu Medyka na Oczki w Warszawie, wstęp 5-10 złotych.
13 kwietnia, piątek - Kultowa we Wrocławiu.
23 czerwca - Zamek w Liwie k. Węgrowa, Gryf Party - Zlot Motocyklowy.
2 II 2012
KONCERT ZACIER UNPLUCKED (nie skubany) W DNIU 17 LUTEGO, W TŁUSTY PIĄTEK W BAROCKU NA SNIADECKICH ILEŚTAM, O GODZINIE 19:30 SIĘ ODBĘDZIE. Komu po drodze - niech przyjdzie. Przypominam, że Barock może maksymalnie pomieścić 800 osób (wraz z ulicą Śniadeckich od MDM do Politechniki), zatem kto pierwszy ten lepszy.
Wstęp wolny.
V FESTIWAL TWÓRCZOŚCI ŻENUJĄCEJ ZACIERALIA 2012 (6-7 stycznia, Progresja)
No i już po imprezie, choć jeszcze we łbie szumi, w uszach piszczy, jeszcze nie przebrzmiały echa wydarzeń i skandali zacieraliowych, tych scenicznych i pozascenicznych. Wszyscy bezpiecznie dojechali do swych domów, większość kaców minęła, część jest już nowych, niezacieraliowych. Nie wiadomo mi nic o poważnych urazach, czy większych krzywdach doznanych przez uczestników. A warto dodać, że na tegorocznych Zacieraliach bawiło się około tysiąca osób pierwszego i tyleż samo drugiego dnia. Bieżące Zacieralia były 5-tym z kolei, corocznym już spotkaniem Rodziny Zacierowej. Progresja tradycyjnie była dla nas gościnna, jak zwykle Prezes stworzył dobrą atmosferę do zabawy. W promowaniu idei zacieryzmu wsparły nas stacje radiowe, szczególnie Antyradio (podziękowania dla Makaka i Dżadży za kolejne, ciepłe przyjęcie), ale też Kampus, Radio Aktywne i Czwórka. Łukasz Kamiński zadbał o notkę i fotkę w „Co jest grane”. Informacja o Zacieraliach pojawiła się również w Teleexpresie, co prawda najpierw w formie zniekształconej i niepełnej, po mojej jednak interwencji – sprostowanej przez Macieja Orłosia. Szacunek dla tego serwisu za informację, ale jeszcze większy za szybką reakcję na mój e-mail. Z kolei Czwórka napisała w necie stek bzdur – że ojcami założycielami Zacieraliów są Yry i Izi (obaj wymienieni jako członkowie El Dupy) i że największą gwiazdą ma być Dr Hackenbush… Napisałem do nich z prośbą o sprostowanie.
Podziękowania dla publiczności, która zjechała na Zacieralia z całej Polski. Przykro mi, że części z Was nie udało się dostać na koncerty, że nie mogłem z każdym się zobaczyć, że niekiedy musiałem uciekać przed natłokiem osób, wrażeń, informacji i chaosu. Nieustannie odbierałem telefon, rozwiązywałem rozmaite problemy. Bilety były w przedsprzedaży od dwóch miesięcy, stąd pozbawione sensu i niesprawiedliwe są pretensje do klubu o to, że biletów zabrakło. Cena była bardzo przystępna - zaledwie 30 złotych za oba dni. Sprzedaż biletów zamortyzowała koszty imprezy tylko dlatego, że wszyscy jej uczestnicy występowali na Zacieraliach dla idei czy dla zabawy. Większość z nich to nasi znajomi lub przyjaciele. Udział Kazika czy Kuby Sienkiewicza na zasadach rynkowych byłby niemożliwy. Na V Zacieraliach każdy uczestnik płacił poniżej 2 złotych za zespół, bowiem kapel było 16 oraz 2 zespoły filmowe. Nie było żadnych sponsorów, zatem głosy zarzucające komercjalizację festiwalu są absurdalne. Kolejka przed klubem wynikła z tego, że wszyscy przyszli na 16:30 bądź później, a przepustowość bramki dla 1000 osób jest ograniczona nawet w Madison Square Garden. Pogoda była raczej jesienna niż zimowa, trochę padał deszcz, ale tragedii atmosferycznej nie było i dało się bez problemów dojechać, choćby i na rowerze.
Impreza była bardzo udana. Łącznie wystąpiło około 55 artystów (ilu dokładnie - tego nie wie nikt). Pierwszego dnia (piątek 6 stycznia, Trzech Króli) wszystko szło składnie, opóźnienie 20-minutowe podyktowane było zatorem na bramce – na zewnątrz klubu wiła się kolejka, część osób niestety nie weszła na imprezę wcale. Zamiany zespołów były sprawne, każdy dbał o limit czasowy, pijaństwo było umiarkowane. W przerwach między zespołami prezentowano filmy Git Produkcji i Zespołu Filmowego Gruszka Szczepana. W tym roku nie mogliśmy zezwolić na swobodne przemieszczanie się na zaplecze większej liczby osób z przyczyn nazwijmy to BHP. A i tak gości w garderobach było dużo. Większość zespołów grała po około 40 minut.
Debiutant, Drwal Anonim z Warszawy idealnie odnalazł się w estetyce festiwalu, zaprezentował metalowy repertuar zbliżony merytorycznie do propozycji Kabanosa. Na szczególne uznanie zasłużył gitarzysta, który wystąpił w majtkach i glanach. DNA Has Changed in Mechanical Network ze Szczytna oczarował publiczność dojrzałą muzą na wysokim poziomie, podobnie zresztą jak Janusz Zdunek ze swym Marienburgiem, którzy tym razem zagrali ilustrację dźwiękową do niemego filmu „Symfonia Zmysłów”. Było to trudne zadanie z racji specyficznego profilu festiwalu, ale jemu Janusz Zdunek sprostał już po raz trzeci z kolei. Można dyskutować czy na pewno te dwa zespoły były wystarczająco żenujące, ale pamiętajmy, że poza żenadą oczywistą, łatwą i przyjemną, jest też i taka, która od odbiorcy wymaga pełnego zaangażowania intelektualnego i duchowego. Rosnąca na oczach, niczym przysłowiowy członek w ustach, gwiazda szyderczego disco polo Bracia Figo Fagot podbili publiczność przaśną muzyką taneczną, w rytm której pląsały na scenie trzy atrakcyjne, niestety ubrane dziewczyny, no i cała widownia także. Widać po tym jaką muzę ukrywa w głębi serca większość słuchaczy… Zacier zagrał kilka premierowych kawałków, w tym utwory „Skazany na Garnek” i „Wrócił żołnierz z wojny”, warto też nadmienić, że w składzie zespołu ponownie, jak przed laty, wystąpił Dziarski. Następny grał Sex Fit Thunder, hybrydowe szaleństwo mocnej żenady, a w jego składzie Dr Yry, Mariano Italiano (obaj z TPN 25), Lodzia Pindol, Witalis Witasroka (oczywiście Kabanos) i niejaki Vomitarian na wokalu. Kolejny uczestnik - weteran TPN 25 tym razem gościł w swym składzie Iziego, który grał siarczyste solówki na gitarze, poza tym były jak zwykle masowe konwulsje rekordowej liczby widzów i ogólne Niiiiiiiiii! Trzeba też nadmienić, że pojawił się Człowiek Krzesło oraz niezniszczalny Didi, który okresowo się obnażał, zaś rolę konferansjerów powierzyłem Shrekowi z Katowic i Gumie z Warszawy. Na koniec pierwszego dnia gwiazdował Kabanos, który tradycyjnie stanął na wysokości zadania i wysłał ludzi do domów z metalowym błogosławieństwem nabitym ćwiekami i skropionym czerwoną musztardą, nie tylko na brodzie.
Drugi dzień (sobota 7 stycznia) był równie pełen wrażeń. Krupnioki z Sosnowca z wdziękiem rozpoczęli koncert o 17:40 (znów czekaliśmy na spóźnialskich) i zaprezentowali przekrój evergreenów, okraszonych własnymi tekstami, m. in. „Nic ni mo znaczenio”. Warszawski SPEC grał już przy pełnej sali. Poza Yrym i Izim wystąpił w nim Michał Gos (perkusja), znany muzyk alternatywny z Pomorza. Na bis wykonali „Robbie Lou D’Amour” z udziałem Gumy na gitarze. Miły i świetnie grający Le Moor z Kolbuszowej rozbujał publiczność w siedmioosobowym aż składzie z sekcją dętą na pokładzie. Po nich wystąpił, nieco strudzony długim oczekiwaniem na koncert w barze weteran, Dr Hackenbush z Trójmiasta, który przypomniał szereg przebojów i zadziornie przekomarzał się z publicznością w iście punkrockowym duchu. GKS czyli Grochowalscy (Tomasz na basie i Patryk, syn jego na bębnach), Korecki (Aleksander, znany muzyk jazzowy) i Sienkiewicz (Jakub zresztą) dali profesjonalny koncert, bliski dokonaniom rodzimej formacji Elektryczne Gitary. Na uwagę zasługiwały także ich wymyślne stroje i nakrycia głowy (patrz - zdjęcia). Po nich na scenę wkroczył Zuch Kazik (Staszewski) w towarzystwie Piotra Łojka (Elektryczne Gitary), Iziego, DJ Mrufki i moim. Wykonaliśmy z przekonaniem i werwą 12 piosenek z czasów komunizmu. Kazik miał dobrą energię i poprowadził zespół (jak mniemam) do zwycięstwa. Ze swojej strony najbardziej dumny jestem z interpretacji „Chabrów z Poligonu”, podczas których jedynie (z uwagi na skąpe, wycofane instrumentarium jazzowe) słyszałem się dobrze. Przy tylu zespołach i braku automatyki na heblach (czytaj mikserze) niestety nie da się dobrze ustawić dźwięku, zatem zdani byliśmy wszyscy na Garwola, Kurczaka (akustycy), przypadek i łaskę losu. Za to na salę trafiał dźwięk bezlitośnie czytelny, obnażający każdy nieuważny ruch dłoni lub strun głosowych. Po Kaziku był znów Kazik, tyle tylko, że z El Dupą, w której gwiazdorzył Brat Pafnucy, Vashka oraz szereg innych osób i podmiotów lirycznych. Pełnym wypasem było zbiorowe wykonanie „Bandziorno”, również z udziałem moim, a na koniec także Prezesa Klubu, który pojawił się pod sceną z uśmiechem na twarzy i naczyniem kuchennym na głowie. Garnkowców było zresztą znacznie więcej, za co szczególne podziękowania i wyrazy uznania. Pod koniec wieczoru scena zamieniła się w kłębowisko biesiadników, niezbornie, choć z radością zataczających się między muzykami. Sporo było zwrotów niecenzuralnych, pełzania po scenie, wycia do mikrofonów, niekiedy szarpaniny. Jeden z gości, w tanecznej ekstazie wywrócił instrumenty klawiszowe. O dziwo oba moje Korgi przetrwały, natomiast złamał się jeden ze statywów! Kilka osób spadło ze sceny, ale szczęśliwie nikt się nie połamał. Były pawie, śpiewy na zapleczu, wyznania miłosne, obściskiwania i podobnie jak dnia poprzedniego skromny catering, który przygotowałem osobiście, a roznosiliśmy zespołom razem z DJ Mrufką. Kazikowi i Kubie zaproponowaliśmy oddzielne pomieszczenie, aby ich uchronić przed nadmiernie i niekiedy egoistycznie kochającą publicznością (patrz – rok ubiegły). Na koniec wieczoru, już bardzo późno, po ponownym ustawieniu klawiszy i zebraniu wszystkich chętnych na scenie, zabrzmiały trąby Płonącej Pyty Nerona. Obok stałych bywalców (Yry, Kazik, Paweł Paraska, Piotr Łojek, Izi, Zielu, Mrufka, Jarek Ważny, Glazo) wystąpili też Korek, Acidolka i … nie wiem kto jeszcze. Na Pycie już nic nie słyszałem; ani deklamacji Yrego, ani swoich sponiewieranych Korgów. Wieczór zakończylimy przy barze, gdzie z Yrym, Aśką, Pafnucym, Rudym, Lipą, Didim i nie pijącym Mrufką wypiliśmy kilka kolejek w towarzystwie Prezesa, Garwola i jeszcze kilku osób. Sprzęt zwijaliśmy w niedzielę. Uff! Zacieralia są na szczęście tylko raz w roku.
Na koniec mego przynudzania chcę złożyć podziękowania Dr Yremu, który w tym roku bardzo gorliwie zaangażował się w organizację, promocję i przebieg Zacieraliów oraz DJ Mrufce, który współwystępował w radiach, na scenie i brał czynny udział w pracach przygotowawczych i okołofestiwalowych. Gorące podziękowania składam na ręce i nogi wszystkich artystów, którzy zaszczycili nas swoją obecnością, a Bartkowi Walaszkowi dziękuję również za udostępnienie filmów Git Produkcji.
Jaki jest bilans tegorocznego festiwalu? Jeśli chodzi o frekwencję (po tysiąc osób każdego dnia) i liczbę zespołów (16 + 2) padł rekord. Po raz pierwszy wynajęliśmy dużą scenę, droższą od małej, okupowanej przez nas do tej pory. Również pod względem doboru kapel, ich zróżnicowania i propozycji artystycznych nie brak powodów do zadowolenia. Były prawdziwe gwiazdy, byli debiutanci, był rzetelny warsztat i zwykła żenada. Jeśli ktoś przyszedł posłuchać muzyki, mógł poznać twórczość, jakiej darmo szukać w propozycjach przeciętnych stacji radiowych, czy na rutynowych spędach estradowych. Jeśli ktoś przyszedł sobie poszaleć, to też mu się mniemam udało i to w nadmiarze. Były poezja i muzyka, był performance, kabaret, teatr, brud uliczny, jarmark, bluźnierstwo, mordobicie i pijaństwo. Takie właśnie mają być i są Zacieralia. Kto nie przyszedł tego jak zwykle nie było i tyle. Do zobaczenia za rok. Garnki zdjąć!

ZACIERALIA 2012
Zbliża się Nowy Rok a potem kolejne, piąte już Zacieralia. Tradycyjnie odbędą się w warszawskiej Progresji na Bemowie, jednak po raz pierwszy będą dwudniowe (6 i 7 stycznia).
Zacieralia to Festiwal Twórczości Żenującej (Festival of Embarrassing Creation). Sama nazwa jest raczej przewrotna, podkreśla ryzyko związane z penetracją nieznanych terenów sztuki, wcale jednak nie zobowiązuje uczestników do uporczywych zachowań poniżej oczekiwań publiczności (patrz – El Dupa), czy wbrew mozolnie nabytemu warsztatowi muzycznemu (patrz - SPEC), nie chodzi też o nachalne schlebianie złym gustom (patrz- TPN25). Nie kryjmy się za murem bezpiecznych, wypróbowanych i pozornie błyskotliwych patentów, aby nieść li tylko leniwe i gnuśne zadowolenie uszom przeciętnej gospodyni domowej (patrz – Grupa Skiflowa Zacier). Prawdziwy artysta w swej twórczości winien stanąć przed ludźmi nagi i zażenowany, w przeciwnym razie będzie tylko hochsztaplerem. Trzeba umieć zaryzykować aby móc zmienić świat, trzeba płynąć pod prąd, bo jak wiadomo z prądem płyną tylko śmieci i czasami Aragorn (patrz – Władca Pierścieni). Obnażamy się! (właściwie – „obnawamy się!”) – krzyczał Didi, legendarny konferansjer poprzednich Zacieraliów. Nic dodać, nic ująć. W tym okrzyku, dosłownie i w przenośni zawiera się ideologia Tego Festiwalu.
W tym roku zaprosiłem na Zacieralia 16 zespołów muzycznych i dwa filmowe. Krótkie przerwy między występami formacji muzycznych wypełnią filmiki Git Produkcji (twórców m.in. Kapitana Bomby) oraz zespołu filmowego Gruszka Szczepana. Będą liczne niespodziewanki. El Dupa wystąpi jednak w składzie „z Kazikiem na pokładzie” i wypróbuje wytrzymałość słuchaczy nieco eksperymentalnym repertuarem. Kazik, dobry duch Zacieraliów wystąpi też w grupach Zuch Kazik (nostalgia za PRL) i Płonąca Pyta Nerona (nostalgia za cesarstwem rzymskim). Będzie Kuba Sienkiewicz, który poprowadzi nową grupę GKS (Grochowalscy, Korecki, Sienkiewicz). Z Wybrzeża przyjedzie legenda undergroundu Dr Hackenbush aby zwiastować rychłą zagładę ludzkości (matki, nie pozwólcie swym dzieciom jego słuchać!) Z Kolbuszowej przybędzie sympatyczny i pełen wdzięku Le Moor (Kolbuszowa, to okolica znana z przemysłowego wypasu tych miłych zwierzątek), ze Szczytna ambitna, poszukująca grupa DNA (nie chodzi tu o dnę moczanową, ale o DNA w ujęciu genetycznym), z Sosnowca przaśne i rubaszne hanysy Krupnioki, z Malborka szanowny Janusz Zdunek i jego Marienburg, którzy tym razem zaproponują ilustrację muzyczną do filmu niemego „Symfonia zmysłów”. Bracia Figo Fagot z cygańskim fasonem sponiewierają słuchaczy discopolowym tąpnięciem, bezlitośni członkowie (nomen omen) TPN 25 rozniosą scenę do wtóru konwulsji wiernej publiczności. Drwal Anonim zaprezentuje heroiczny metal z elementami kurpiowskiej muzyki ludowej, piaseczyński Kabanos wyzwoli falę uderzeniową, która wszystkim pourywa łby, zaś SPEC przysypie zebranych atomowym pyłem wyczesanych rymów. Sex Fit Thunder sami jeszcze nie wiedzą co uczynią zdezorientowanej publiczności. Aha, byłbym zapomniał! Wystąpi też Zacier. Nie pozwól sobą manipulować i wmówić sobie, że Zacieralia nie są dla ciebie lub cię przerastają! Daj sobie szansę – może jeszcze nie jest za późno?
Na Zacieraliach trzeba zatem być. „Bez przyjścia na nie, nie da się być na nich, bo któż być może, gdy nie będzie?” (Sofokles). Bądźmy więc. Zanurzmy się w bezkolizyjnej autostradzie frazeologicznych gronostajów, nabierzmy w płuca spilśniony od zwiotczałej żętycy aerozol autonomicznej, choć nie zawsze wegetatywnej sztywności porannej. Nasmarujmy skronie balsamem zacietrzewienia, śmiało i bezkompromisowo odsłońmy przekrwione gałki oczne, uczyńmy to doprawdy z przekąsem i filuternie, jednocześnie posmarkując z lekka, azaliż pierdnąwszy. Wystylizowane makabreski zamążpójścia będą dla nas wtedy i tylko wtedy wytchnieniem w paradzie zapierdlin dolnoprzepustnych i ani się obejrzymy a kotwica pożądania na stałe zakorzeni się w ogrodzie bezwstydnego cyckostanu.
A oto dodatkowe przyczyny, dla których powinieneś przyjść na Zacieralia:
1. Cesarstwo rzymskie upadło.
2. ZSRR się prawie rozpadło (istnieć będzie dotąd, aż przeminie siedem razy siedem pokoleń Rosjan - tak głęboko zakorzenione są kłamstwo i zamordyzm w tym narodzie).
3. Niemcy nadal nie zapłacili za ludobójstwo i zniszczenia wojenne, a bezwstydnie wyciągają łapy po nieswoje.
4. Jakiś człowiek dostał podwójne dożywocie za domniemaną próbę zgwałcenia prostytutki.
5. Sąd przyznał matce odszkodowanie za to, że odmówiono jej aborcji, a ta raduje się swym dziecięciem, niedoszłym trupem.
6. Inna kobieta poszukuje ojca swego dziecka oskarżając kolejnych mężczyzn, gdyż nie pamięta kto ją właściwie wyruchał, a kto nie.
7. Policjant legitymujący podejrzanego stanął przed sądem, bo tenże się nieoczekiwanie, choć zgodnie z własną wolą zastrzelił.
8. Więcej pieniędzy wydaje się na więźnia niż na sierotę w domu dziecka.
9. Mundurowi idą na emeryturę w sile wieku, a my takich koni utrzymujemy z naszej ciężkiej pracy.
10. Masowo mordowane są krowy, a garstka oszołomów agituje i zbiera forsę dla ratowania dwudziestoletniego, ślepego konia bez nogi.
11. Lepiej i bezpieczniej jest pobić w domu żonę niż psa.
12. Ojciec trafił na wakacjach do więzienia, bo szturchnął syna w miejscu publicznym.
13. Za posiadanie szczypty trawy można trafić za kratki. Jednocześnie wolno jest regularnie i na umór upijać się, bo wódka to nie narkotyk.
14. Każdy członek rodziny musi mieć swój własny samochód, na który go nie stać, więc bierze go na raty. Auto zwykle rdzewieje przed domem zagradzając chodnik pieszym, za to czasami właściciel może sobie w nim postać w korku gdzieś na mieście.
15. W kościele głoszone są nienawiść, rasizm i homofobia, zamiast miłości do bliźniego.
16. Politycy niezmiennie kłamią jak z nut, ale oni zawsze byli chujami.
17. Nie dalej jak wczoraj nasikałem sobie na nogawkę.
No i jak tu nie być na Zacieraliach, hę?!!! Pamiętaj! Wszyscy lubią Zacier i Zacieralia, tylko nie wszyscy o tym wiedzą!
Mnieroslaff van der Zacier
5 XII 2011
Z przykrością odwołujemy koncert planowany w Barrocku na 6 XII. Niestety straciłem głos w wyniku
jakiejś infekcji i zapalenia krtani. Kto słyszał mnie wczoraj lub dziś ten wie, że to nie ściema :) Do usłyszenia zatem w lepszym czasie.
UWAGA! ACHTUNG WASZA!!!
W BARROCKU PRZY ULICY ŚNIADECKICH ODBĘDZIE SIĘ GRAŃSKO ZACIEROWE W DNIU 6 XII 2011 O GODZINIE 19:00.
BĘDZIE PLUGGED I UNPLUGGED, BĘDZIE SMUTNO I WESOŁO, BĘDZIE I NIE BĘDZIE!!! Poza tym trza kupić choinkę.
19 X 2011
Koncert z Kabanosem w Piasecznie był sympatyczny. Niestety nie z naszej winy wszystko się omsknęło i musieliśmy zacząć z 1/2-godzinnym opóźnieniem, właściwie bez próby dźwięku. Graliśmy też w związku z tym 3/4 planowanych piosenek. Ale co tam! Carlosowi Pszenicy życzymy szybkiego powrotu do zdrowia :)
O mały włos gralibyśmy 23 X w Bydgoszczy przed Acid Drinkers :) Nie udało się jednak zgrać warunków i okoliczności :) Może kiedyś?
3 X 2011
UWAGA! W DNIU 8 PAŹDZIERNIKA O GODZINIE 14:00 BĘDZIEMY Z MRUFKĄ W RADIU ROXY. ZAŚPIEWAMY, ZATAŃCZYMY ITP.
KONCERT POŻEGNALNY LESZEKA PARZENICY BĘDZIE TEŻ, JAK PODAŁ ZENEK KWASIKAPUSTA, W 10-LECIE DZIAŁALNOŚCI ESTRADOWEJ KABANOSA. PO CHWILI ZASTANOWIENIA PRAGNĘ NADMIENIĆ, ŻE I ZACIER W TYM ROKU OBCHODZI 10-LECIE DZIAŁALNOŚCI SCENICZNEJ. CÓŻ ZA ZBIEG OKOLICZNOŚCI!
14 VIII 2011
15 października 2011 o 18:30 w Centrum Kultury w Piasecznie, przy ul. Tadeusza Kościuszki 49 odbędzie się koncert pożegnalny Leszka Pszenicy… Wystąpi Kabanos i Zacier.

Zacieralia 2012 będą w tym roku na pewno 7 stycznia, a może również 6. Znaczy, że zastanawiam się nad imprezą dwudniową. Opinie mile widziane.
Z przykrością muszę dodać, że „redaktorzy” Teraz Rocka po raz kolejny dali dupy i napisali nietrafnie i niechlujnie o Zacierze na marginesie opisywania innych zespołów. Dziwi nas z Mrufką, że regularnie pieją z zachwytu na temat lichych kapel, a dla nas nigdy nie było u nich miejsca. No cóż, nie tylko oni błądzą i dają się zwieść pozorom.
Mrufka w tym roku sam nie wpadł do wody, ale… utonęły mu okulary za 200 złotych (Port Dalba w Giżycku). W Mikołajkach spotkalim Halskiego z Krupnioków :) Piwo wypilim.
Mini koncert na podwórku przy kancelarii sejmu odbył się. Zagraliśmy z Mrufką jakieś 10 piosenek, w tym Odmówili skrobanki i Ala nie wali :) Po raz pierwszy publicznie zabrzmiało Psychodeliczne Menu oraz Banana Boat z udziałem publiczności. Warto dodać, że śpiewałem do zestawu pielgrzymkowego naplecowego.
Wczoraj byliśmy na ślubie Krzyśka Zielińskiego, naszego gitarzysty. Pomyślności życzymy.
20 sierpnia – ich przyjęcie weselne, ale również wesele Yrego! Pójdziemy na oba :)
Kilka rzetelnych artykułów poświęconych Zacierowi - magazyn muzyczny CF o ściągnięcia:
http://www.sendspace.com/file/6j8o46
Wywiad Acidolki:
http://www.limiter.com.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=841:wywiad-z-mirkiem-jdrasem-zacier&catid=16:wywiadykategorie&Itemid=14
Fajnie napisano o nas:
http://rzygkulturalny.wordpress.com/2011/05/13/zacier-suplement-2011/
6 VIII 2011
Dnia 11 sierpnia bieżącego roku, odbędzie się długo oczekiwane otwarcie pierwszej Galerii Przechodnia – projektu Stowarzyszenia Most nad Pustynią.
Oprócz otwarcia samej wystawy odbędą się na podwórku kamienicy przy ul. Wiejskiej 2 występy artystyczne Zaciera i Romana Malika, jak również mnóstwo innych atrakcji z udziałem autorów i bohaterów wystawy. Huczne otwarcie Galerii Przechodnia przewidywane jest na godzinę 19:00. A teraz kilka słów na temat Stowarzyszenia, Galerii i samej wystawy:
Stowarzyszenie MOST NAD PUSTYNIĄ
Stowarzyszenie "Most nad Pustynią" to zarejestrowana w 2009 w
Warszawie organizacja społeczna skupiająca aktorów, artystów, muzyków,
animatorów kultury, aktywistów i pasywistów oraz garstkę ludzi dobrej
woli. Jej główne zadania to: organizacja artystycznych występów,
koncertów i wystaw (w tym z pogranicza sztuk), promocja
niekonwencjonalnych sposobów aktywności kulturalnej, organizacja
warsztatów dla młodzieży i dorosłych.
Projekt GALERIA PRZECHODNIA
Właścicielem Galerii jest Stowarzyszenie Most Nad Pustynią, przestrzeń
na elewacji została udostępniona Stowarzyszeniu przez Wspólnotę
Mieszkaniową ul.Wiejska 2. Docelowo, planowane jest otwarcie kilku galerii, w różnych miejscach w Warszawie, projekt przy ul. Wiejskiej jest pierwszym przystankiem Galerii Przechodnia.
Szczególne podziękowania należą się również Honorowemu Mecenasowi Galerii, firmie Cross Media.
Idea Galerii Przechodniej to wypuszczenie sztuki w przestrzeń miejską.
Taki zabieg z jednej strony pozwala na bliski kontakt przechodniów z pracami artystów, z drugiej - daje swobodę twórcom, zachęcając do wyjęcia z szuflad prac z pogranicza sztuki, do realizacji projektów wykpiwanych przez zmurszały establishment, do dawno wymarzonych eksperymentów.
Na pierwszy ogień idzie wystawa ansamblu Łyżka czyli Chilli, który to ansambl przygotował wystawę zdjęć z udziałem takich gwiazd jak: Kazik Staszewski, Macio Moretti, Vienio, Muniek Staszczyk, Olaf Deriglasoff, Lech Janerka i Robert Brylewski. Oto co sami mają do powiedzenia na temat swojej wystawy:
Wydaje się, że Polak potrafi tylko: krytykować, kłócić się, pieklić, zazdrościć, źle życzyć, bałaganić, kombinować, cwaniakować, czy kraść. A tymczasem Polak potrafi o wiele więcej, np. nie zgadzać się na totalnie ogłupiającą współczesną rzeczywistość.
Bo w czasach intelektualnego paździerza są momenty, kiedy trzeba się odrobinę z niego otrząsnąć, zdystansować. Ośmieszyć mechanizm tworzenia pseudoautorytetów, życia ich życiem i bezgranicznej wiary w sztucznie wykreowany wizerunek.
Chcemy wskazać dystans, z jakim do spraw powierzchownych podchodzą ludzie z osobowością nabytą drogą doświadczeń, a nie stworzoną przez kolorowe pisma i durne programy.
Świadomie też nasza wystawa chce nawiązywać do niesławnych manipulacji przodownikami pracy, którzy bogu ducha winni poddali się komunistycznej machinie propagandowej. Bo czyż dzisiejsi celebryci, którzy są znani z tego, że są znani, nie stoją na podobnej pozycji, co ich swoiści protoplaści?
16 VI 2011
Podpisywanie płyty DVD El Dupy - 22 czerwca o 18:30.
Miejsce: Marszałkowska 8 - SKLEP SP RECORDS.
You and your mother should come together!
14 VI 2011
Z radością informuję, że lada chwila będzie dostępna płyta koncertowa El Dupy! Nawet Mrufka i ja się tam załapaliśmy :)

9 VI 2011
Wczoraj odbył się w Stodole niepowtarzalny koncert charytatywny (patrz niżej). Mieliśmy niepowtarzalną przyjemność zagrać
w niepowtarzalnym gronie nasz niepowtarzalny repertuar. Mimo opóźnienia i szalejącego dźwięku
(nie słyszę na lewe ucho :) wyszło chyba fajnie. Pragnę nadmienić, że wystąpił z nami, po długiej przerwie, Dziarski,
który niewątpliwie wzbogacił brzmienie zespołu. Dziękuję wszystkim za wspólną zabawę. Zagraliśmy jako przedostatnia kapela,
przed El Dupą. Łukaszowi życzymy powrotu do zdrowia.
10 V 2011
8 czerwca 2011 o godzinie 19.00 odbędzie się koncert charytatywny dla Łukasza Jarosza. Wystąpią wg kolejności: 1.KULT 2.TPN 25 3.ZACIER 4.KNŻ 5.JANUSZ (6.BULDOG - jednak nie wystąpi...) 7.EL DUPA.
Warszawa, Stodoła, ul. Batorego 10 (cena biletów: 30 zł), wejście od g.17.30.

7 V 2011
No i wrzucilim resztę nagrań. W albumie Suplement są utwory, które nie zmieściły się na Niedźwiedziu Januszu, jest parę nowych rzeczy (Ala nie wali mu pały, Hymn młodzieży socjalistycznej), jest Requiem, jest też jedna perełka zacierowa, mianowicie Oda do Przyrodzenia, nagrana w 1992 roku z Dziarskim i śp. Olkiem Żyłowskim, czyli Egonem (Dziarski Band, Hetman, Fatum, Oddział Zamknięty) na basie. Perkusja jest automatyczna, klawisze ręcowane. Nagranie przeleżało niemal 20 lat, a w roku ubiegłym dograłem doń wokal. W albumie "Gościnnie ale piracko" umieściłem kilka nagrań z innymi zespołami, wykorzystane tu bez ich zgody, dlatego ciiiiii!! W folderze z tekstami i funtami jest zin CF, w którym kilka artykułów jest poświęconych Zacierowi. Polecam tenże magazyn. Niniejszym strona się upichciła.
6 V 2011
Parę słów komentarza do albumu Jean Michel Jędras, który ostatnio pojawił się w sekcji muzycznej. Jest to zbieranina wybranych nagrań elektronicznych z ostatnich 25 lat. Jak wszystkie twory zacierowe noszą i one piętno twórczości domowej i niefrasobliwej produkcji. Zawsze miałem słabość do muzyki monumentalnej, melodyjnej i elektronicznej, sporo tego nagrałem. Pierwsze 6 utworów pochodzi z lat 1985-90, zostały nagrane na czterośladzie, bez komputera, głównie ręcyma, stąd nieco falujący rytm :) Używałem syntezatorów Rolanda Juno 106, SH-101 i prostackiej maszynki perkusyjnej. Miałem nawet przyjemność gościć w Rozgłośni Harcerskiej u Jurka Joba w 1986 roku z prezentacją tychże nagrań.
Kolejna pozycja „Uriah pamięci rapsod nie całkiem żałobny” powstała w 2002 roku, po śmierci wokalisty grupy Fatum Krzysztofa Ostasiuka, który nosił ksywę Uriah (na cześć jego ulubionej kapeli Uriah Heep oraz tendencji do wysokiego zaśpiewu). Uriah był moim przyjacielem, świetnym kompanem do imprezowania, ale również miłośnikiem Zacieru. W roku 1987 nagrywałem demo dla Fatum na swoim czterośladzie i po tej sesji pozostały niektóre ślady, które tu postanowiłem wykorzystać. Słychać więc zespół bez wokalisty w Manii Szybkości oraz szereg innych wstawek wokalno-instrumentalnych. Jest też nowsza wersja utworu „Fatum”, którą wstawiłem pomiędzy poszczególne części tej, nazwijmy to, suity. Tę piosenkę, jeszcze w wersji heavy-metalowej, pamiętam z początku lat 80-tych w wykonaniu pierwszego wcielenia Fatum (z udziałem Blicharza i Johnny’ego Pyzowskiego) - zespół ten współdzielił z Przechowalnią Bagażu salę prób w szkole podstawowej na Ochocie.
Kolejny utwór pochodzi z suity „Rury z dzwonami” nagranej w 1996 roku już z wykorzystaniem komputera. (Inny fragment wstawiliśmy do pierwszego filmiku rodzinnego zf Gruszka Szczepana pt. „Władca Pierdzieli”.) Ostatnia część, to cały album nagrany w 2004 roku na Virusie pożyczonym od Kazika, co ważniejsze z głosami DJ Mrufki i jego koleżanki Gabrysi, przetworzonymi w ramach zabawy programem Cool Edit.
21 IV 2011
Pracujemy z DJ Mrufką nad nową stroną. Serwera użycza od początku Jarek z Lublina. Webpark będzie działał do końca maja. Potem pozostanie już tylko ten adres. Jest już więcej zdjęć - są Zacieralia 2011 i folder Varia, który zawiera różne obrazki z życi wyjęte. Może nie ma takich smaczków jak na starej stronie, ale dajemy radę. Niedługo wrzucimy też album Suplement będący zbieraniną nagrań z ostatnich miesięcy.
22 III 2011
No i wiosna.
31 maja zamkną webpark i nie będzie strony. All things must pass...
Kadafi kurwa chuj - chuj po arabsku znaczy "brat"; kochajmy wrogi swoje!
Anegdota z życia wzięta: 18 marca, 23:00 - siedzimy z Kazimierzem i resztą grupy Zuch Kazik na zapleczu Hydrozagadki i pijemy Wódkę Dębową (bleeee!). W porywie uniesienia egzystencjonalnego pytam Kazika: "Kazimierz, Ty jesteś taki mądry i wygadany, to powiedz - dlaczego wszyscy musimy umrzeć? Tylko nie mów, że jestem chujem!" Tu chwila zastanowienia: "Jesteś chujem" - stwierdza Kazik. "Wiedziałem!!!" - wołam zrezygnowany.
19 III 2011
No i urodziny TPN 25 już za nami. Wróciliśmy do domu około 2:00. Mrufka zgubił bluzę, Izi dyplom zapodział, alkohol był spożywany, jak przystało na urodziny 18-te. Impreza bardzo udana. Zaskoczył mnie wysoki poziom wykonawczy TPN 25, który grał na samym początku. Może właśnie w tym tkwi część tajemnicy, ale z drugiej strony, chyba po prostu mieli parę prób przed koncertem?!!! Trochę mnie to martwi, no bo jak tak dalej pójdzie, to zaczną grać rock progresywny i zatrudnią Jacka Cygana do pisania tekstów. Tym razem kompletnie trzeźwy i spionizowany basista TPN 25 (Rudy) ubrany był w strój z Gwiezdnych Wojen i absolutnie zbędny okazał się "stojak do basisty TPN 25", który kiedyś zaprojektowałem po występie tejże grupy na Rozbracie w Poznaniu. (Natenczas TPN 25 grali jako ostatnia kapela, basista wpełzł na scenę po dłuższych oczekiwaniach, po czym cały koncert grał pół siedząc, pół leżąc, oparty o statyw mikrofonu.) Bardzo fajne kapele grały ponadto - Afront z Gliwic, DNA ze Szczytna, no i Le Moor z Kolbuszowej, który podobał mi się najbardziej. Zuch Kazik z udziałem Iziego okrzepł scenicznie, a za sprawą Dersu Gorzala (patrz - Akiro Kurosawa) występ był bardziej natchniony niż ten na Zacieraliach. Miałem przyjemność zawyć 3 numery. Zagraliśmy też piosenkę punkową pod tytułem "Kadafi kurwa chuj", która trafnie podsumowuje bieżącą sytuację w Libii i pasuje (?) do utworów czasu socjalizmu. Podziękowania dla publiczności, organizatorów, kolegów z zespołów, szczególne Bóg zapłać dla Yrego, Kazika, Piotra Łojka, Iziego i Mrufki za współbrzmienie. Na szczególne uznanie zasłużył Raduś Szafa Marzec, który przyjechał do stolicy autostopem, gdyż nie udało mu się przyjechać Nysą! TPN 25 przewidział nagrody dla gości; każdy z nas dostał dyplom, piwo mocne eksportowe i kakaowy medal - ceremonia dekoracji była szczególnie wzruszająca. Przy okazji TPN 25 odebrał kakaową płytę z rąk Sławka Pietrzaka, szefa SP Records. Sława poinformował grupę, że właśnie sprzedaż ich płyty przekroczyła 100 sztuk i tym samym pokryła się podwójnym kakałem! Serdecznie gratulujemy i życzymy dalszych 100 lat na scenach nie tylko polskich.
4 III 2011
18 urodziny TPN 25 odbędą się 18 marca o godzinie 19:00 w Hydrozagadce, ul. 11 Listopada 22, Warszawa. Wystąpią: TPN 25, Afront, Le Moor, DNA i ZUCH KAZIK. Jak wiadomo w zespole ZUCH KAZIK występują: Kazik (wakol), Piotr Łojek (bitara gasowa), Izi (tigara), DJ Mrufka (kerpusja) i Zacier (ograny), czyli mianowicie ja. Wstęp 20 PLN. Człowiek-szympans i kobieta-butelka - wstęp wolny.
Pragnę przypomnieć, że grupa Zuch Kazik jest też fajna. Kazik (Zuch) wykonywa piosenki z PRL rodem. Kto nie przyjdzie ten jest: Mubarak Osama Homeini Łukaszenka Putin Kadafi z domu Stalin.
4 II 2011
W Łodzi po koncercie (na którym wystąpiłem w przebraniu Hipolita Cegielskiego) zabalowali my natenczas w hoteliku. Było piwko w nadmiarze. Śpiewy także zarówno się odbyły. Powrót rano z Arturem i kacem (prowadził Artur).
24 stycznia - Warszawa, Teatr OCH i przebranie za maskotkę polskiej drużyny piłki nożnej (jaka drużyna, taka maskotka). Tutaj też zaprezentowałem wierszyk, który stał się naszym motto trasy: